To może być najważniejszy list w Twoim życiu
czwartek, 07 grudnia 2006
stare numery - polskie "Biuletyny AI" z lat 80.

Choć Amnesty International oficjalnie działa w Polsce od roku 1990, już wcześniej Ruch Wolność i Pokój tłumaczył „Biuletyn Amnesty International". Choć sami żyli w kraju, w którym brakowało wolności, rozprzestrzeniali też informacje  o innych ofiarach praw człowieka. Dziewiętnaście lat temu Małgorzata Gorczewska i Piotr Ikonowicz zapłacili karę 50000 ówczesnych złotych za wydawanie „Biuletynu". Ikonowiczowi skonfiskowano maszynę do pisania, żeby nic już nie mógł przetłumaczyć ani powielić. Poniżej - skany kilku tekstów z tych numerów.

21:50, maraton-amnesty , Archiwalia
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 grudnia 2006
1989
 

RAPORT ZA OKRES: STYCZEŃ-GRUDZIEŃ 1989 R.

 

POLSKA

Jednego więźnia sumienia skazano na karę więzienia w zawieszeniu za unikanie służby wojskowej. W pierwszej połowie 1989 roku wiele osób zatrzymywano na krótkie okresy czasu za pokojowe wyrażanie własnych przekonań. W dalszym ciągu donoszono o złym traktowaniu osób w aresztach milicyjnych. Trzem osobom zamieniono karę śmierci na karę 25 lat pozbawienia wolności.

      Podczas rozmów Okrągłego Stołu pomiędzy rządem i opozycją, jakie miały miejsce w lutym, marcu i kwietniu, stworzono ramy dla reform politycznych, włączając zmiany w ustawodawstwie. Rezultatem decyzji podjętych podczas negocjacji były częściowo wolne wybory przeprowadzone w czerwcu. Poprzednio zakazany związek zawodowy Solidarność otrzymał 99% miejsc w nowoutworzonym Senacie i wszystkie z 35% miejsc przeznaczonych do podziału w Sejmie na mocy Porozumienia Okrągłego Stołu. We wrześniu, nowy rząd został sformowany pod przewodnictwem premiera Tadeusza Mazowieckiego, będącego członkiem Solidarności. W ciągu roku dokonano rewizji kodeksu karnego i kodeksu wykroczeń. W czerwcu Polska ratyfikowała Konwencję w sprawie zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania.

     Więzień sumienia Jan Tomasiewicz, zatrzymany w grudniu 1988 roku za uchylanie się od służby wojskowej, został uwolniony 25 stycznia po tym, jak sąd wojskowy w Warszawie nałożył na niego karę 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu za unikanie służby wojskowej. Nakazano mu odbycie zastępczej służby wojskowej (patrz: Raport Amnesty International 1989).

     Donoszono o złym traktowaniu osób w aresztach milicyjnych - często tych, którzy zostali zatrzymani za pokojowe wyrażanie własnych poglądów. Grzegorz Hajdarowicz został przypuszczalnie ciężko bity na komisariacie policji w Kielcach w dniu 1 maja, po tym jak zbierał podpisy poparcia dla kandydatów reprezentujących w wyborach Konfederację Polski Niepodległej. Według doniesień, w późniejszym incydencie tego samego dnia, Krzysztof Szpak został pobity na komisariacie milicji w Szczecinie po tym, jak brał udział w demonstracji Solidarności. Zygmunt Miszczak był jednym z 11 osób rzekomo pobitych 4 czerwca przez funkcjonariusz milicji ubranych po cywilnemu, po tym, jak aresztowano ich podczas pokojowej pikiety pod budynkiem Parlamentu w Warszawie.

     29 maja Sejm uchwalił ustawodawstwo, które znosiło artykuł 282a kodeksu karnego i wprowadzało poprawki do artykułu 52a kodeksu wykroczeń. Artykuły te wprowadzono odpowiednio w latach 1982  i 1986 (patrz: Raport Amnesty International 1983, 1984 i 1987), zgodnie z którymi dokonywano zatrzymań i uwięzienia wielu więźniów sumienia. Artykuł 282a wprowadził/utrzymał karę pozbawienia wolności do 3 lat za wzbudzanie publicznego niepokoju i organizowanie akcji protestacyjnych. Artykuł 52a kodeksu wykroczeń wprowadził/utrzymał karę wysokiej grzywny lub karę 3 miesięcy pozbawienia wolności za działania nakierowane na wzbudzanie publicznego niepokoju, nielegalne publikacje i członkostwo w zakazanych organizacjach. W przyszłości artykuł 52a będzie stosowany tylko do tych, którzy publicznie nawoływali do popełnienia przestępstwa lub działania przeciwko przestrzeganiu prawa lub porządku prawnego.

       W sierpniu Sejm powołał specjalną komisję do zbadania rzekomych morderstw na działaczach opozycyjnych dokonywanych przez władze. We wrześniu nowo uformowany  Senat założył Biuro Interwencji Komisji Praw Człowieka i Praworządności, którego szefem został były więzień sumienia Zbigniew Romaszewski. Spośród innych działaczy Biuro zainicjowało zbadanie doniesień odnośnie złego traktowania, w tym także tortur, w więzieniu w Raciborzu.

        Na początku roku Amnesty International dopominała się o uwolnienie Jana Tomasiewicza. W styczniu delegacja Amnesty International odwiedziła Polskę podczas dyskusji dotyczącej zainteresowania urzędnikami z Ministerstwa Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych.

Tłumaczenie:

Magdalena Sobańska i Aleksandra Czapska

 
01:54, maraton-amnesty , Archiwalia
Link Dodaj komentarz »
1988
 

RAPORT ZA OKRES: STYCZEŃ-GRUDZIEŃ 1988 R.

 

POLSKA

Wielu krytyków i przeciwników rządu było poddanych aresztowaniu, krótkoterminowemu przetrzymywaniu lub innym formom prześladowania za pokojowe korzystanie z prawa do wolności wypowiedzi. Według doniesień niektórzy z nich byli źle traktowani; niektórych sądzono i wysyłano do wiezienia. Setkę uwięzionych osób, które uchylały się od służby wojskowej ze względów religijnych, w tym 14 więźniów sumienia, uwolniono po wprowadzeniu zastępczej służby wojskowej.

 

      W czerwcu polski parlament - Sejm, zatwierdził zmiany w prawie dotyczące poboru do wojska pozwalające na trzyletnią zastępczą służbę dla osób uchylających się od służby wojskowej ze względów religijnych - dwuletnią dla studentów - w innych niż wojskowe instytucjach. Po udzieleniu zgody na odbywanie służby wojskowej według nowej formy zwolniono czternastu więźniów sumienia - członków nieoficjalnego ruchu pokojowego - Wolność i Pokój (WiP), których przypadkami zajęła się wcześniej Amnesty International. Przedstawiciel Polskiej Agencji Prasowej ogłosił, że 86 pozostałych uwięzionych za uchylanie się od służby wojskowej ze względów religijnych, najprawdopodobniej świadków Jehowy, także uwolniono. W czerwcu, władze wydały tekst nowej przysięgi wierności sztandarowi, w której pominięto odniesienie do armii sowieckiej. W przeszłości wielu więźniów sumienia uwięziono właśnie za odmowę złożenia przysięgi ze względu na jej treść, nawiązującą do braterskiego sojuszu z armią sowiecką.

      Amnesty International zbadała zażalenia dotyczące zastosowania nowego prawa o służbie zastępczej. Co najmniej w jednym przypadku poborowemu nie dano możliwości ubiegania się o tego typu służbę. Jan Tomasiewicz z Warszawy, został aresztowany w grudniu i postawiono mu zarzut unikania służby wojskowej. W 1986 roku z pobudek religijnych zwrócił on swoją kartę powołania, w wyniku czego wydano nakaz sądowy jego aresztowania. W czerwcu 1988 roku został zatrzymany przez milicję. W trakcie przesłuchania powiedziano mu, iż postępowanie przeciwko niemu nie będzie dalej prowadzone. Jan Tomasiewicz, do jego zaaresztowania w grudniu, nie był świadomy, że groziło mu oskarżenie o unikanie służby wojskowej. Nie dano mu możliwości odbycia służby zastępczej.

            W czerwcu „ przyśpieszona procedura" dla pewnego rodzaju przestępstw została włączona do kodeksu postępowania karnego. Postępowanie, stworzone pod rządami ustawy uchwalonej przez Sejm w maju 1985 roku, które miało obowiązywać przez okres 3 lat (patrz: Raport Amnesty International 1986), zapewnia możliwość prowadzenia dochodzenia przez milicję bez włączania prokuratury i wymaga, aby dochodzenie było zakończone  w ciągu 48 godzin po aresztowaniu podejrzanego; rozprawa sądowa ma miejsce przed sądem składającym się z 1 sędziego oraz funkcjonariusza milicji, który działa zamiast publicznego oskarżyciela. Procedura często znacznie ograniczała prawo do obrony poprzez ograniczanie obrońcom czasu potrzebnego do przygotowania się do sprawy.

       Procedura ta jest najczęściej stosowana do przestępstw rozpatrywanych przez kolegia do spraw wykroczeń, przed którymi od 1986 roku byli sądzeni ludzie aresztowani za „działalność zmierzającą do wywołania publicznego niepokoju", za nielegalne publikacje i członkostwo w zakazanych organizacjach (patrz: raport Amnesty International 1988). „Przyśpieszona procedura" była stosowana w wielu przypadkach oskarżonych za pokojowe korzystanie z prawa do wolności wypowiedzi.

        Istniały doniesienia o aresztowaniach setek (dziesiątek) osób podczas strajków w całej Polsce w kwietniu i maju oraz ponownie w sierpniu. Władze ogłosiły, że strajki są nielegalne i wiele osób w kraju, włączając działaczy nielegalnego związku Solidarność, zostało aresztowanych i zatrzymanych. Większość została zwolniona po okresach uwięzienia zgodnie z klauzulą, która zezwala policji na zatrzymanie osób do 48 godzin bez oskarżenia - mechanizm często używany w celu zapobieżenia brania udziału w demonstracjach. Inni zostali skazani na okres do 3 miesięcy pozbawienia wolności, jak na przykład 5 maja rzecznik Solidarności - Janusz Onyszkiewicz - wykładowca matematyki z Warszawy. Dwa dni później, został skazany na karę sześciu tygodni pozbawienia wolności przez warszawskie kolegium do spraw wykroczeń. Był rzekomo oskarżony o to, iż powiedział zagranicznym dziennikarzom o dwóch incydentach, które miały miejsce 1 maja, kiedy policja weszła do gdańskiego kościoła w celu zaatakowania demonstrantów oraz rozpędziła warszawską demonstrację pałkami milicyjnymi. Został uznany winnym rozpowszechniania fałszywych informacji, uwolniony 16 maja bez żadnego oficjalnego wyjaśnienia, a 19 maja po apelacji jego kara została zamieniona na roboty publiczne .

       W maju strajkują czterej członkowie nielegalnej Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS). Doszło do ich zatrzymania i oskarżenia o dokonanie ataku na strażnika przemysłowego w fabryce elektroniki Dolmel we Wrocławiu. Józef Pinior, Czesław Borowczyk, Jolanta Skiba i Aleksandra Sarata zostali oskarżeni o usiłowanie zorganizowania strajku w  fabryce. Odrzucili oni te zarzuty, utrzymując że strażnik został ranny kiedy próbował usunąć ich siłą z terenu fabryki. Uznano ich winnymi, skazano na wysokie grzywny oraz karą więzienia w zawieszeniu na jeden rok.

      Donoszono o złym traktowaniu zatrzymanych, często więźniów sumienia, w czasie ich krótkotrwałego przetrzymywania za pokojowe wyrażanie własnych poglądów. Władysław Fus został zatrzymany we Wrocławiu w marcu podczas demonstracji żądającej uwolnienia Kornela Morawieckiego - lidera nielegalnej grupy opozycyjnej Solidarność Walcząca, przebywającego w  więzieniu. Według doniesień Władysława Fusa zabrano na komisariat milicji, gdzie go bito, związano i zakneblowano, rzucono o ścianę w wyniku czego stracił przytomność. Następnie umieszczono w kaftanie bezpieczeństwa i ponownie bito. W końcu zabrano go do szpitala, przypuszczalnie z powodu obrażeń doznanych podczas aresztowania.

            Co najmniej jedną osobą skazano na śmierć za morderstwo, ale nie wiadomo czy doszło do wykonania wyroku.

            W ciągu roku Amnesty International zaapelowała o uwolnienie więźniów sumienia i zbadanie przypadków domniemanych więźniów sumienia. Organizacja dwukrotnie wysłała  przedstawicieli do Wrocławia na obserwację procesu sądowego czterech członków PPS, oskarżonych o napaść na strażnika fabryki. Amnesty International namawiała polskie władze do zbadania zarzutów dotyczących złego traktowania aresztowanych.

Tłumaczenie:

Aleksandra Czapska, Magdalena Sobańska
01:51, maraton-amnesty , Archiwalia
Link Dodaj komentarz »
1987
 

RAPORT ZA OKRES: STYCZEŃ-GRUDZIEŃ 1987 R.

 

POLSKA

W 1987 roku  za sprzeciw wobec odbywania służby wojskowej przetrzymywano co najmniej 22 więźniów sumienia, a z podobnych przyczyn więziono setki innych. Wiele osób aresztowano, przetrzymywano na krótki okres czasu oraz poddawano innym formom prześladowania za pokojowe wyrażanie swoich przekonań. Często donoszono o biciu więźniów. Co najmniej dwie osoby skazane za morderstwo zostały stracone.

       Procesy sądowe dotyczące zarzutów o charakterze politycznym pozornie zostały zaprzestane po amnestii z  1986 roku (patrz: Raport Amnesty International 1987). Jednakże, zgodnie z prawodawstwem, które weszło w życie w październiku 1986 roku, przypadki osób aresztowanych za angażowanie się w „działalność zmierzającą do wzniecania publicznego niepokoju", za nielegalne publikacje i członkostwo w zakazanych organizacjach, przekazywano kolegium do spraw wykroczeń. Sądy te mogły orzec karę do 3 miesięcy pozbawienia wolności lub 50 000 zł grzywny, a także zastosować „przyśpieszoną procedurę". Z powodu uproszczonych i szybkich postępowań sądowych, oskarżeni często mieli niewystarczający czas na przygotowanie się do obrony.

      Artykuł 140 ustawy o powszechnym obowiązku obrony Polskiej Republiki Ludowej wprowadza „zastępczą służbę wojskową", ale ta faktycznie nie odbiega formą od obowiązkowej służby wojskowej. Ci, którzy odrzucają służbę zastępczą z powodów moralnych, podlegają więzieniu i wówczas, Amnesty International traktuje ich jako więźniów sumienia. Jednym z takich więźniów był Zenon Katulski - świadek Jehowy, który przebywał w areszcie w 1987 roku. 23 grudnia został skazany na mocy artykułu 305 kodeksu karnego na karę 3,5 roku pozbawienia wolności za odmowę z pobudek religijnych odbycia służby wojskowej, jak również zastępczej służby wojskowej. Według doniesień, aż stu innych świadków Jehowy odbywało karę więzienia w 1987 roku za odmowę odbycia obowiązkowej służby wojskowej. Niewiele informacji było dostępnych odnośnie indywidualnych przypadków, jednakże 14 świadków Jehowy, oprócz Zenona Katulskiego, została wcześniej zidentyfikowana. Przypuszczalnie, pod koniec roku odbywali oni wyroki od 2,5 do 3 lat pozbawienia wolności.

Niektórym z osób uchylającym się od służby w wojsku z innych - niż religijne - względów, zaproponowano zastępczą służbę wojskową, podczas gdy innym nie zezwolono na taki wariant. Jacek Borcz, aresztowany 5 października i skazany 17 listopada na 3 lata więzienia, był jednym z 12 więźniów sumienia pochodzących z nieoficjalnego ruchu „Wolność i Pokój" (WiP), których zatrzymano w 1987 roku za odmowę odbycia służby wojskowej po odrzuceniu próśb o odbycie zastępczej służby. Polskie prawo zezwala milicji na zatrzymanie na czas 48 godzin bez oskarżenia. Przepis ten był używany w celu uniemożliwienia ludziom udziału w demonstracjach pokojowych. Liderzy zawieszonego związku zawodowego Solidarność - Henryk Wujec, Wiktor Kulerski i Konrad Bieliński znajdowali się wśród uwięzionych przez milicję 30 kwietnia w Warszawie najwidoczniej aby zapobiec ich udziałowi w pokojowych demonstracjach planowanych na 1 maja. Lista innych osób uwięzionych z podobnych powodów we Wrocławiu obejmowała Tadeusza Jakubowskiego - profesora uniwersytetu, Zuzannę Dąbrowską - studentkę i Tomasza Wacko - aktywisty WiP. Gwido Zlatkes - inny działacz WiP, dwukrotnie między 4 i 8 maja, został aresztowany i uwięziony na 48 godzin. Po raz drugi aresztowano go w ciągu kilku minut po jego uwolnieniu z aresztu, najwyraźniej w celu powstrzymania go od wzięcia udziału w nieoficjalnym seminarium pokojowym w Warszawie organizowanym przez WiP. Według doniesień, 20 innych członków WiP uwięziono i tym samym uniemożliwiono im uczestnictwo w działalności organizacji. Często donoszono o biciu więźniów. W marcu skazano za posiadanie nielegalnych publikacji Krzysztofa Kowalskiego oraz Dariusza Stolarskiego i ukarano ich karą grzywny w  wysokości 50 000 złotych przez płockie kolegium do spraw wykroczeń  na podstawie 52 artykułu kodeksu wykroczeń. Jak donoszono, obaj mężczyźni byli bici przez strażników przed rozpoczęciem rozprawy sądowej. Mówiono, że Krzysztof  Kowalski został uderzony pięścią w brzuch i bity w okolice głowy jak również, iż stracił on przytomność zarówno przed jak i po rozprawie sądowej. Po procesie był  hospitalizowany i pozostał w szpitalu co najmniej do 4 kwietnia ze wstrząsem oraz obrażeniem oka. W czasie jego aresztu był poddawany leczeniu w klinice neurologicznej za obrażenia odniesione w trakcie bicia przez przesłuchującą go16 grudnia 1986 roku milicję.

W czerwcu, Amnesty International napisała do ministra spraw wewnętrznych o śmierci Mirosława Bednarka rzekomo wywołanej obrażeniami odniesionymi podczas jego przetrzymywania w więzieniu sił bezpieczeństwa. 21 grudnia 1986 roku  Milicja Obywatelska przetransportowała Bednarka, cierpiącego z powodu wybitego zęba i przeciętych ust, do szpitala w Kutnie. Według doniesień, po wstępnych badaniach lekarskich w szpitalu został przez milicję zabrany. Następnego dnia rano przywieziono go z powrotem nieprzytomnego i cierpiącego na zewnętrzne obrażenia głowy,  krwotok podczaszkowy oraz groźne potłuczenia na plecach i udach. Operacja mająca uratować mu życie nie powiodła się i 29 grudnia 1986 roku Bednarek zmarł. Dowódca Milicji Obywatelskiej twierdził, iż Mirosław Bednarek doznał obrażeń, które doprowadziły do jego śmierci, w wyniku upadku z jego więziennego łóżka. Jednakże, informacja otrzymana przez Amnesty International wskazywały, że zmarł on w rezultacie złego traktowania podczas przetrzymywania. Organizacja przedstawiła jego sprawę do Specjalnego Sprawozdawcy Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. pozasądowych egzekucji i zaginięć. Amnesty International nie otrzymała żadnej odpowiedzi od władz, ale stała misja Polski przy Narodach Zjednoczonych potwierdziła w październiku 1987 roku przed Specjalnym Sprawozdawcą Organizacji Narodów Zjednoczonych, że „środki przymusu jakie zastosowano w stosunku do niego, to milicyjna pałka" oraz,  iż kontynuowane jest śledztwo dotyczące okoliczności jego śmierci.

    W ciągu roku Amnesty International apelowało o uwolnienie więźniów sumienia i zażądało od władz przeprowadzenie dochodzenia w sprawie złego traktowania więźniów.

Tłumaczenie: Magdalena Sobańska i Aleksandra Czapska

01:50, maraton-amnesty , Archiwalia
Link Dodaj komentarz »
1986
 

Amnesty International była zaniepokojona aresztowaniami i zatrzymaniami setek więźniów sumienia i przyjęła z zadowoleniem uwolnienie ich w związku z szeroko zakrojoną amnestią. Do organizacji dotarły informacje, że niektórzy więźniowie polityczni byli torturowani a innym odmówiono prawa do adwokata z wyboru. Zajmowano się również ustawodawstwem, które naruszało prawo do sprawiedliwego procesu i krótkotrwałymi zatrzymaniami ludzi za pokojowe korzystanie z ich prawa do wolności słowa. Amnesty International zajmowało się też karą śmierci.

Według oficjalnych danych w marcu było 159 więźniów politycznych. Do lipca, według Amnesty International, było ponad 250 więźniów politycznych, z których większość została aresztowana po ograniczonym akcie łaski ogłoszonym w listopadzie 1985 roku (patrz: Raport Amnesty International 1986). Większość została zatrzymana w związku ze swoim zaangażowaniem w podziemną działalność zakazanego Związku Zawodowego „Solidarność" lub produkcję i dystrybucję nielegalnej literatury i została uznana przez Amnesty International za więźniów sumienia.

Zbigniew Bujak był przewodniczącym „Solidarności" w Warszawie i członkiem założycielem Tymczasowego Komitetu Koordynacyjnego (TKK) - podziemnych władz „Solidarności" utworzonych po wprowadzeniu stanu wojennego w grudniu 1981 roku. Został aresztowany 31 maja po okresie ukrywania trwającym od wprowadzenia stanu wojennego. Został oskarżony o przygotowania do obalenia państwa z art. 128 kodeksu karnego. Tego samego dnia aresztowano Ewę Kulik, według doniesień organizatorkę prasy podziemnej w Warszawie, która również ukrywała się od wprowadzenia stanu wojennego, i Konrada Bielińskiego, który uciekł z obozu dla internowanych w stanie wojennym w 1982 roku i dołączył do TKK w Warszawie. Julita i Tomasz Mirkowiczowie, w których mieszkaniu aresztowano Zbigniewa Bujaka, zostali aresztowani 18 sierpnia, dzień po ich powrocie z USA. W związku z zatrzymaniem Zbigniewa Bujaka aresztowano również: Alicję Komorowską i Zbigniewa Lewickiego, którzy według doniesień mieli klucze do mieszkania; ojca Julity Markowicz, wyższego urzędnika MSZ. Wszyscy zostali uwolnieni we wrześniu jako objęci amnestią.

Amnesty International zajęła się sprawą Zbigniewa Bogacza i czterech innych osób z Katowic. Zostali on skazani 9 kwietnia przez sąd okręgowy w Mikołowie na kary od półtora do trzech lat pozbawienia wolności za produkcję i rozpowszechnianie ulotek wzywających do 15-minutowego strajku. Oni również zostali objęci amnestią i zwolnieni.

17 lipca Sejm zatwierdził prawo o amnestii, które weszło w życie 23 lipca. Prawo umożliwiało sądom i prokuratorom zarządzanie zwolnień przed 15 września. Amnestia nie objęła więźniów politycznych, którym zarzucano: zdradę stanu, udział w spisku przeciwko Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, szpiegostwo, sabotaż i działania szkodzące gospodarce socjalistycznej, przygotowania  do zdrady stanu lub spisku, członkostwo w stowarzyszeniu szkodliwym dla Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej lub organizacji podziemnej lub kryminalnej tzw. „sabotaż ekonomiczny", recydywę. Prokuratura mogła skierować do Sądu Najwyższego wniosku o uwolnienie tych więźniów, których przestępstwa wychodziły poza zakres amnestii. Dodatkowo, te osoby, które nie zostały oskarżone do 17 lipca o popełnienie przestępstwa przeciwko państwu lub porządkowi publicznemu mogły korzystać z prawa, jeżeli do 31 grudnia dobrowolnie zgłosiły się i przyznały władzom lub polskim misjom dyplomatycznym lub konsularnym za granicą.

12 września władze ogłosiły, że wszyscy więźniowie polityczni oprócz tych oskarżonych o terroryzm, szpiegostwo, sabotaż lub ujawnianie tajemnic państwowych zostaną uwolnieni w wyniku amnestii. 15 września ogłoszono, że 225 więźniów politycznych zostało uwolnionych.

Nie objęto amnestią niektórych osób uwięzionych za odmowę podjęcia służby wojskowej z powodów religijnych, na przykład Wojciecha Jankowskiego i Jarosława Nakielskiego, obydwu będących członkami Ruchu „Wolność i Pokój" (RWP), który domaga się umożliwienia odbywania służby zastępczej. Wojciech Jankowski został skazany 23 grudnia 1985 roku na trzy i pół roku pobawienia wolności za odmowę podjęcia służby wojskowej (patrz: Raport Amnesty International 1986). Jarosław Nakielski został aresztowany 15 kwietnia za „uporczywą odmowę służenia w wojsku". Według doniesień został przeniesiony do szpitala psychiatrycznego, z którego uciekł. Został ponownie aresztowany 15 września, kiedy udawał się do władz, aby skorzystać z amnestii. Amnesty International uznało obydwu za więźniów sumienia. Obaj zostali zwolnieni na początku listopada. Inny członek RWP, Ryszard Bonowski, został aresztowany 26 lipca za odmowę podjęcia służby wojskowej. Pozostawał w areszcie do swojego procesu 1 października, kiedy został skazany na dwa lata pozbawienia wolności, w zawieszeniu na trzy lata.

Do Amnesty International dotarły również doniesienia, że w 1986 roku około 300 świadków Jehowy odbywało karę pozbawienia wolności za odmowę podjęcia służby wojskowej. Organizacji udało się ustalić szczegóły tylko w przypadku czterech takich więźniów, z których wszyscy zostali uznani za więźniów sumienia: Zenona Katulskiego, Jana Plitta i Bronisława Krefta, którzy zostali skazani na trzy i pół , dwa i pół i dwa i pół roku pozbawienia wolności, każdy indywidualnie w grudniu 1985 roku; Tadeusza Gorczyńskiego, który został skazany na dwa i pół roku na początku 1986 roku. Według wiedzy Amnesty International wszyscy czterej pozostawali w więzieniu pod koniec 1986 roku.

Organizacja apelowała w sprawie Leszka Moczulskiego, przewodniczącego Konfederacji Polski Niepodległej (KPN) (patrz: Raport Amnesty International 1986), który został skazany na cztery lata pozbawienia wolności 22 kwietnia. Według doniesień odmówiono mu odpowiedniej opieki medycznej po przejściu ataków serca w więzieniu w nocy z 1 na 2 lipca  i ponownie 27 sierpnia. Został zwolniony razem z innymi członkami KPN we wrześniu w związku z amnestią. Wśród innych więźniów sumienia objętych amnestią byli czołowi działacze „Solidarności" Władysław Frasyniuk i Bogdan Lis, Jan Kostecki ze Szczecińskiego Komitetu Obrony Prawa, uwięziony 23 maja po odrzuceniu apelacji (patrz: Raport Amnesty International 1986) i Marek Adamkiewicz, którego uwięzienie w 1984 roku doprowadziło do powstania RWP (patrz: Raport Amnesty International 1986).

Amnesty International otrzymała liczne zgłoszenia, że zatrzymani i skazani więźniowie sumienia byli torturowani. Apelowała w sprawie Władysława Frasyniuka, który według doniesień został ciężko pobity przez strażników w więzieniu w Lubsku 26 marca po odmowie współpracy z władzami więziennymi, które chciały zmusić go siłą do przeprowadzki do pojedynczej celi. Przed pobiciem więzień, z którym Władysław Frasyniuk dzielił celę został wyprowadzony, a sąsiednie cele opróżnione. Według doniesień, grupa 30 strażników weszła następnie i systematycznie biła Władysława Frasyniuka pięściami i kopała go w brzuch i plecy. Następnie został zamknięty w izolatce na miesiąc.

Amnesty International otrzymała doniesienia, że niektórym zatrzymanym więźniom politycznym, w związku z postawieniem przed sądem wojskowym, odmówiono prawa do wyboru własnego adwokata. Działaczom „Solidarności" Tadeuszowi Jedynakowi i Bogdanowi Borusewiczowi, aresztowanym odpowiednio w czerwcu 1985 i 11 stycznia 1986 roku, odmówiono, według doniesień, prawników, których wybrali. Obydwaj zostali oskarżeni o „przygotowania do obalenia państwa siłą" z art. 128 w połączeniu z art. 123 kodeksu karnego, ale zostali zwolnieni we wrześniu, jako objęci amnestią.

24 października w Sejmie przeszła ustawa wprowadzająca nowe wykroczenia do Kodeksu Wykroczeń. Zaliczono do nich udział w „akcjach zmierzających do podsycania społecznych niepokojów", nielegalnej działalności wydawniczej i zakazanych organizacjach, „jeżeli zakres czynu lub jego efekty nie są zbyt rozległe". Poprzednio takie przestępstwa były zazwyczaj sądzone z art. 282a kodeksu karnego, który przewidywał karę więzienia do trzech lat pozbawienia wolności. Nowa ustawa przekazała takie sprawy do kolegiów do spraw wykroczeń, które mogą zasądzić jako najwyższą karę trzech miesięcy pozbawienia wolności i grzywnę w wysokości 50 000 zł (250 dol.) i gdzie wprowadzono „przyspieszone postępowanie". W owym „przyspieszonym postępowaniu" śledztwo jest prowadzone tylko przez milicję (bez uczestnictwa prokuratury) i musi zostać zakończone w ciągu 48 godzin. Proces odbywa się na koniec tych 48 godzin, milicja zastępuje prokuraturę, a sprawa jest prowadzona przez jednego sędziego. Można odwoływać się od wyroku. Z powodu szybkości postępowania, Amnesty International była zaniepokojona, że oskarżeni nie będą mieli czasu na przygotowanie obrony. Na przykład 11 listopada Daniel Korona, student, został zatrzymany po tym, jak przez okno w Warszawie wyrzucono ulotki wzywające do upamiętnienia rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę w 1981 roku. 12 listopada został skazany na karę grzywny w wysokości 50 000 zł z art. 52a kodeksu wykroczeń za rozprowadzanie nielegalnych publikacji, czemu zaprzeczał. Według doniesień, jedyny świadek oskarżenia powiedział sądowi na przesłuchaniu, że intuicyjnie wyczuł, że Daniel Korona rozrzucał ulotki, ponieważ zachowywał się podejrzanie opuszczając budynek. Prawnikowi oskarżonego według doniesień odmówiono dostępu do akt sprawy, a początkowo także wejścia na salę rozpraw.

Inny przykład zastosowania „przyspieszonego postępowania" wystąpił po aresztowaniu w Warszawie 15 czerwca Joanny Wierzbickiej-Rusieckiej i pięciu innych osób w związku z drukowaniem nielegalnych publikacji. Na pierwszym przesłuchaniu następnego dnia nie mieli, według doniesień, żadnej pomocy prawnej, oprócz prawnika, który zjawił się w sądzie w innej sprawie i który odmówił reprezentowania ich w związku z nieznajomością sprawy i liczbą oskarżonych. 23 czerwca, kiedy mieli już pomoc prawną, zostali skazani na kary od 12 do 18 miesięcy pozbawienia wolności. Amnesty International była również zaniepokojona doniesieniami, że niektórzy z oskarżonych byli torturowani przez policję po zatrzymaniu. Wszyscy zostali objęci amnestią i zwolnieni.

Po amnestii Amnesty International dalej otrzymywała raporty o osobach aresztowanych i zatrzymanych na krótko w związku z korzystaniem ze swojego prawa do pokojowego korzystania z wolności słowa. Co najmniej 22 osoby tylko w Warszawie i Krakowie zostały zatrzymane i skazane na karę grzywny przez kolegium do spraw wykroczeń za uczestnictwo w pokojowych demonstracjach 11 listopada upamiętniających rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości po pierwszej wojnie światowej. W grudniu wśród tych zatrzymanych i skazanych na karę grzywny znaleźli się Franciszek Kocik i Stanisław Szyba. Niektórym osobom kolegia do spraw wykroczeń skonfiskowały także samochody za przewożenie nielegalnych publikacji.

Amnesty International dowiedziała się o orzeczeniu siedmiu wyroków śmierci i przeprowadzeniu dwóch egzekucji, w obydwu przypadkach za morderstwo.

Tłumaczyła Julia Zimmermann

01:49, maraton-amnesty , Archiwalia
Link Komentarze (1) »
1985
 

Zaniepokojenie Amnesty International wzbudziło aresztowanie i zatrzymanie setek więźniów sumienia, a także przypuszczenia odnośnie złego traktowania więźniów politycznych i ich braku dostępu do reprezentacji prawnej oraz wydawanie wyroków śmierci.

9 listopada władze ogłosiły amnestię, na mocy której zwolniono 218 więźniów politycznych. AI wraziła ubolewanie, iż była ona ograniczona: nie obejmowała recydywistów oraz więźniów,  których przestępstwa zostały uznane za „społecznie szkodliwe". Pod koniec 1985 roku liczba więźniów politycznych wynosiła w przybliżeniu 200 osób, z których większość została uznana przez Amnesty International za więźniów sumienia.

Najwięcej politycznych aresztowań dotknęło osoby zaangażowane w działalność związaną z zakazanym przez władze związkiem zawodowym „Solidarność": posiadanie, drukowanie lub rozpowszechnianie nielegalnej literatury, nadawanie programów Radia Solidarność lub też uczestnictwo w nielegalnych zgromadzeniach bądź czynnościach.

Ukrywający się Tadeusz Jedynak, przewodniczący „Solidarności" na Śląsku i członek jej podziemnego kierownictwa, Tymczasowego Komitetu Koordynacyjnego, został zatrzymany 17 czerwca i oskarżony o zdradę z Artykułu 122,  za co groziła kara od 10 lat pozbawienia wolności do kary śmierci. Został on uznany przez Amnesty International za  więźnia sumienia, gdyż zachodziły przypuszczenia, iż oskarżenia były oparte na jego pokojowych działaniach jako przywódcy podziemnej „Solidarności". Kilku znaczących działaczy opozycji zwolnionych na mocy amnestii z lipca 1984 r., zostało ponownie aresztowanych. Liderzy  „Solidarności", Andrzej Gwiazda,  Seweryn Jaworski, Stanisław Handzlik i Władysław Frasyniuk otrzymali niewielkie wyroki więzienia za uczestnictwo w demonstracjach. Leszek Moczulski, przewodniczący Konfederacji Polski Niepodległej, został aresztowany i oskarżony o „przynależność do zrzeszenia mającego na celu wywołanie niepokojów społecznych". Bogdan Lis, Adam Michnik i Władysław Frasyniuk zostali skazani 14 czerwca odpowiednio na dwa i pół, trzy i trzy i pół lat więzienia za przewodzenie nielegalnej organizacji („Solidarności") i za próbę wywołania niepokoju społecznego  poprzez nawoływanie do 15-minutowego strajku przeciw podwyżkom cen. Amnesty International wydelegowała dwóch prawników celem obserwacji procesu, lecz odmówiono im wiz.

Wiele osób zostało skazanych za drukowanie i rozpowszechnianie nielegalnej literatury. Cztery osoby oskarżono o drukowanie lub rozprowadzanie Solidarnościowego Tygodnika Mazowsze: Tadeusza Wypycha i Grzegorza Sędka skazano na dwa i pół, Jarosława Nakielskiego i Krzysztofa Gosa na półtora roku więzienia. Wojciech Lakiński, Grzegorz Ganowicz i Jan Skowroński otrzymali wyroki 15 miesięcy pozbawienia wolności za dystrybucję nielegalnego dziennika „Obserwator Wielkopolski". Zostali zwolnieni na mocy amnestii. Inni skazani za podobną działalność i uznani przez Amnesty International za więźniów sumienia to: Marek Kulczyk skazany na trzy lata więzienia, Wiesław Pyzio skazany na dwa i pół roku oraz Walerian Klincewicz, Marek Mickiewicz, Józef Śreniowski i Jacek Bartosiewicz, którzy otrzymali wyrok dwóch lat więzienia.

Wśród aresztowanych za pokojową działalność polityczną było wielu studentów i ludzi młodych. Włodzimierz Chmielowiec, lat 19, został skazany na dwa lata pozbawienia wolności za domokrążne zbieranie podpisów pod petycją w sprawie więźniów politycznych. Adam Bujak, krakowski student, otrzymał wyrok dwóch lat więzienia za rozpowszechnianie nielegalnej literatury. Andrzej  Bereda i Piotr Szczudłowski, studenci Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego zostali skazania na rok więzienia za rozpowszechnianie ulotki nawołującej do bojkotu oficjalnych obchodów święta Pierwszego Maja.

            Ruch „Wolność i pokój" domagający się stworzenia alternatywy dla służby wojskowej  wykrystalizował się za sprawą aresztowania Marka Adamkiewicza, byłego studenckiego działacza „Solidarności", za odmowę złożenia przysięgi wojskowej z powodów politycznych. Wystosowano petycję i zorganizowano strajk głodowy, aby zaprotestować w ten sposób przeciw wyrokowi, po czym młodzi ludzie zaczęli tworzyć grupy „Pokoju i Wolności" w Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku i Szczecinie. W ramach innej formy protestu 28 osób zwróciło swoje książeczki wojskowe. Co najmniej ośmioro ukarano grzywną i grożono im więzieniem za odmowę jej zapłacenia. Wojciech Jankowski, członek ruchu został skazany 23 grudnia na trzy i pół roku więzienia za odmowę odbycia służby wojskowej z powodów moralnych. Został zaliczony w poczet więźniów sumienia, podobnie jak Marek Adamkiewicz.

25 czerwca Jan Kostecki został skazany na 2 lata pozbawienia wolności za rozpowszechnianie fałszywych informacji szkodzących interesowi Państwa, poprzez jego członkostwo w szczecińskim Komitecie Obrony Praworządności. Był on pierwszą osobą skazaną w połączeniu z faktem istnienia obywatelskich komitetów praw człowieka, jakie powstały w różnych miastach po morderstwie księdza Jerzego Popiełuszki w październiku 1984 r. (patrz Raport AI z 1985 r.). Kostecki pozostawał na wolności do czasu rozstrzygnięcia apelacji.

Troskę  Amnesty International wzbudził również fakt licznych doniesień, że więźniom i podejrzanym przez długi czas odmawiano dostępu do rodzin i adwokatów. Donoszono, iż do końca 1985 r. Czesławowi Bieleckiemu odmówiono dostępu do prawnika od czasu aresztowania w kwietniu. Podobnie twierdzono, iż Władysławowi Frasyniukowi sześciokrotnie odmówiono dostępu do adwokata w okresie od października do grudnia i przez to nie był on w stanie przygotować się do rozprawy apelacyjnej, rozpatrywanej w styczniu 1986 r. Organizacja zaapelowała do władz, by umożliwiono Bogdanowi Bujakowi, Robertowi Mroziewiczowi, Janowi Kofmanowi i innym natychmiastowy dostęp do prawników oraz krewnych.

            10 maja Sejm uchwalił nowe ustawodawstwo , które weszło w życie z dniem 1. lipca. Składało się ono z ustawy dotyczącej „Specjalnej Odpowiedzialności Kryminalnej", ważnej przez trzy lata oraz za serii poprawek do kodeksu karnego, ustalających „przyspieszoną procedurę" w przypadku określonych przestępstw. Na mocy tejże procedury śledztwo miało być przeprowadzane jedynie przez Milicję (bez angażowania prokuratury ) i musiało być ukończone w ciągu 48 godzin. Na zakończenie wyznaczonego czasu odbywał się proces, na którym Milicja zastępowała prokuratora. Istniała możliwość wniesienia apelacji. Z uwagi na szybkość procedury, Amnesty International żywiła obawy, iż nie starczy czasu na przygotowanie obrony.

W drugiej połowie 1985 roku „przyspieszona procedura" była stosowana w kolegiach do spraw wykroczeń do wykroczeń z art.282a Kodeksu Karnego, który stanowił, iż działania mające na celu wywołanie niepokoju społecznego są zagrożone karą do trzech lat pozbawienia wolności. Większość działaczy politycznych była sądzona na podstawie tego artykułu, który obejmował takie rodzaje działalności jak: rozpowszechnianie i posiadanie nielegalnych ulotek i publikacji, eksponowanie transparentów oraz publiczne wyrażanie poglądów (np. w czasie demonstracji). „Przyspieszoną procedurę" zastosowano 3 lipca w sprawie Henryka Grządzielskiego, skazanego na rok więzienia za przewodzenie 60-minutowemu strajkowi 1. lipca w Słupsku, przeciwko podwyżkom cen mięsa, jaki został zwołany przez podziemne kierownictwo Solidarności. Użyto jej także w przypadku Anny Prackiej-Grzegrzółki i Andrzeja Wiśniewskiego, obojga skazanych z art.282a na 1,5 roku więzienia. Wszyscy troje zostali uznani przez Amnesty International za więźniów sumienia.

Organizacja otrzymała liczne doniesienia o złym traktowaniu zatrzymanych przez Milicję w czasie, gdy przebywali w areszcie. Amnesty International podjęła w lipcu działanie w sprawie złego traktowania 18-letniego ucznia Bogdana Dariusza, po jego aresztowaniu we wrześniu 1984 roku.  Nalegała ona na przeprowadzenie bezstronnego dochodzenia w sprawie zarzutów, jakoby był on uderzany, kopany i bity pałką milicyjną niejednokrotnie w czasie tygodni, gdy był przesłuchiwany.

Organizacja wystosowała naglące apele w drugiej połowie 1985 roku w sprawie więźniów sumienia Mirosławy Grabowskiej, Wandy Dragon i Llothara Herbsta, którym według doniesień nie zapewniono odpowiedniej opieki medycznej w trakcie zatrzymania prewencyjnego i ich stan zdrowia się pogarszał. Wszyscy zostali zwolnieni z powodów humanitarnych.

Kilka apeli wystosowano w okresie od sierpnia do października w sprawie więźniów z zakładu karnego w Łęczycy. Wyrażały one troskę Amnesty International spowodowaną  doniesieniami o biciu i trudnych warunkach. Józef Śreniowski i inni więźniowie kilkakrotnie podejmowali strajk głodowy w łęczyckim więzieniu aby zaprotestować przeciwko tym zjawiskom. Wśród domniemanych ofiar bicia byli: Mirosław Andrzejewski, Jerzy Kajak, Andrzej Filipczyk, Marek Lucarz i Władysław Frasyniuk. 13 sierpnia siedmiu więźniów rozpoczęło strajk głodowy (jedząc co drugi dzień) w więzieniu w Braniewie w ramach protestu przeciwko trudnym warunkom domagając się statusu więźnia politycznego. Kilku więźniów było rzekomo bitych m.in. Henryk Grządzielski i o. Sylwester Zych. W grudniu Amnesty International wyraziła troskę w sprawie doniesień o złym traktowaniu osadzonych w więzieniu w Braniewie.

Proces czterech funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa oskarżonych o uprowadzenie i zamordowanie księdza Jerzego Popiełuszki zakończył się 7 lutego. Pułkownik Adam Pietruszka i kapitan Grzegorz Piotrowski zostali skazani na kary 25 lat pozbawienia wolności;  porucznik Leszek Pękala i porucznik Waldemar Chmielewski zostali skazani odpowiednio na 15 i 14 lat więzienia. Ich wyroki zostały utrzymane przez Sąd Najwyższy.

            Do końca 1985 roku Amnesty International otrzymała doniesienia o 9 wyrokach śmierci i 5 egzekucjach. Organizacja zaapelowała w lutym do Rządu aby złagodził wyrok śmierci ciążący na Zdzisławie Czesławie Kubiaku. Sąd Najwyższy zwiększył wymiar jego kary z 25 lat więzienia do kary śmierci w maju 1984 roku.

Tłumaczenie:

Iga Roguz
01:47, maraton-amnesty , Archiwalia
Link Dodaj komentarz »
1984
 

Amnesty  International jest zaniepokojona aresztowaniem i zatrzymaniem 100 więźniów  sumienia, podejrzewa się, że są  źle  traktowani i torturowani  więźniowie  polityczni, niewyjaśnionymi zgonami politycznych  działaczy oraz faktem , że w Polsce stosowana jest  kara śmierci.

Według  oficjalnych doniesień 10 stycznia 1984 roku w Polsce było 215  więźniów  politycznych, ich liczba do 14 czerwca  wzrosła do  600. Amnesty International  wie, że  wielu z nich jest  więźniami sumienia. Pod koniec 1984 roku, po ogłoszonej 21 czerwca amnestii ujawniono kolejnych 45 więźniów politycznych, z których wielu Amnesty uznała za więźniów  sumienia. Wiele z aresztowanych osób lub przetrzymywanych  w areszcie, przed 1984 roku oskarżano w związku z ich politycznym zaangażowaniem, kolportowanie  i  drukowanie  nielegalnych publikacji, działalność w podziemnym  radiu Solidarność, działalność w zakazanych związkach zawodowych oraz  członkostwo w nielegalnej  organizacji.

Zgodnie z dekretem Ministra Spraw  Wewnętrznych z dnia 6 stycznia, istaniał możliwość aresztowania każdej osoby której zachowanie uzasadnia podejrzenia o działalność przeciwko porządkowi  publicznemu i bezpieczeństwu państwa. Na tej  podstawie milicja może zatrzymywać ludzi  oraz przeszukiwać  ich bagaże.

Kontrole policyjne w marcu rozszerzyły się również na domy prywatne i fabryki i przybrały  formę organizowanych obław oraz rewizji, które objęły wiele osób będących działaczami Związku Zawodowego Solidarność. Według panującego w Polsce prawa były to legalne działania. Przeprowadzono je w 15 głównych miastach Polski. Faktycznie było to prowadzone na wielką skalę działanie skierowane przeciwko osobom (działaczom Związków Zawodowych i ich sympatykom) oskarżanym o  przeprowadzanie „destabilizacji systemu" i zakłócanie porządku publicznego w określone rocznice wydarzeń z historii Polski..1 Maja 686 osób zostało aresztowanych podczas nieoficjalnych demonstracji jakie odbyły się w całej  Polsce. Wielu z nich otrzymało zostało skazanych na kary grzywny lub krótkie okresy pozbawienia wolności.

W czerwcu Amnesty apelowała do władz państwowych o uwolnienie wszystkich więźniów sumienia, lista obejmowała  268 nazwisk.

Amnesty International otrzymała raport, że obrońcy uczestniczący w politycznych  procesach są  aresztowani, przesłuchiwani lub zaginęli a policja organizuje naloty na ich domy oraz konfiskuje poufne dokumenty. Prawnicy  często mieli  utrudniony  dostęp do swoich klientów będących w więzieniu a listy od  aresztowanych  często były cenzurowane i wstrzymywane.

Doniesienia mówią o licznych  przypadkach  fizycznego  i  psychicznego  torturowania więźniów przez funkcjonariuszy podczas przesłuchań dotyczących organizacji. Przykładowo Marek Wieczorek, pracownik z Wrocławia, który został  aresztowany 14 marca 1984 r. był według doniesień bity podczas przesłuchań w  następstwie czego  znalazł się w szpitalu z poważnymi obrażeniami  głowy.

Amnesty International  również  zajęła  się bezpodstawnie  aresztowanymi więźniami sumienia, którzy podczas pobytu w areszcie byli źle traktowani, przetrzymywani w złych warunkach z nieodpowiednią pomocą medyczną co powodowało znaczące pogorszenie  zdrowia  więźniów.

W 1984 roku miała miejsce seria strajków głodowych przeprowadzona przez więźniów  politycznych oraz przez więźniów sumienia. Jedną głodówkę protestacyjną w Strzelinie  więźniowie rozpoczęli pod koniec 1983 roku w proteście przeciwko złemu  traktowaniu, zatruciom  pokarmowym dotyczącym  każdego więźnia (wynikających ze złego  stanu   żywności) oraz niewystarczającej opieki  medycznej.

Amnesty International wydała  Pilną Akcję w imieniu jednego z głodujących, Janusza Pałubickiego, ówczesnego lidera Solidarności w Poznaniu. 24 stycznia został on  przetransportowany do szpitala więziennego z powodu powtarzających się stanów utraty przytomności oraz konieczności przeprowadzenia natychmiastowej operacji na sercu, która miała miejsce w marcu. Protesty głodowe miały  miejsce również w Braniewie, Barczewie i Łęczycy, więźniowie protestowali przeciwko pogorszeniu warunków w więzieniu oraz  nękaniu  więźniów. Raport  donosi o tym, że  więźniowie  byli bici przez milicję(np. więzień sumienia Edmund Bałuka powiedział, że cierpiał z powodu złamanych żeber i uszkodzenia nerek), wielu z nich było umieszczanych w odosobnionych celach i pozbawiano ich  ciepłej odzieży. Dodatkowo kilku więźniów  politycznych było ubieranych w kaftany bezpieczeństwa, byli skuci kajdankami przez  całą  noc, ich  usta były zaklejane  taśmą aby nie krzyczeli i  nie protestowali. Romuald Szeremetiew , ówczesny lider Konfederacji Polski Niepodległej, który miał  problemy z sercem, 10 kwietnia w Barczewie został  umieszczony w   klatce, pojedynczej celi ( kraty zamiast ścian, niski sufit) za karę. Gdy Szeremetiew załamał się i wrócił  do  swojej celi prawdopodobnie był nadal ubrany w kaftan bezpieczeństwa. Dwa dni  później powiedział , że  z powrotem  zabrali  go do klatki gdzie miał  atak  serca. 

Amnesty International wydała Pilną Akcję w imieniu Andrzeja Słowika, lidera Solidarności w Łodzi, więzionego od 13 grudnia 1981 roku, który był  nieludzko  traktowany w dniach 11, 12, 13 kwietnia, kiedy to przymusowo  karmiono go  w obozie w  Barczewie .

21 lipca 1984 roku sejm uchwalił amnestię w związku z obchodami 40 rocznicy istnienia PRL. Prawo to stosowano wobec więźniów politycznych, jednakże warunkiem  umorzenia wszystkim więźniom wyroku było zaprzestanie przez nich wszelkiej aktywności  politycznej, amnestia nie obejmowała oskarżonych i  skazanych za  zdradę  stanu, zamach stanu, sabotaż oraz szpiegostwo. Oficjalne źródła podają, że do 31 grudnia amnestią zostało objętych 1212 przestępców, 632 więźniów (skazanych i aresztowanych) zostało zwolnionych i ostrzeżonych, aby zaniechali swojej  działalności. Amnestia objęła również warunkowo ułaskawienie tych więźniów, którzy wspierali Solidarność, podziemnych działaczy politycznych i polskich działaczy opozycji za granicą. Polskie władze 31 grudnia wydały szczegółowy wykaz tych działaczy. Urzędnicy państwowi postanowili, że 31 grudnia 398 ludzi skorzysta z tego prawa. Amnesty International napisała do  rządu polskiego w sierpniu list, w którym z radością przyjęła informacje o wprowadzeniu amnestii, jednocześnie wyraziła swoje  zaniepokojenie faktem, że amnestia jest obłożona warunkiem:  do 31 grudnia 1986 roku ktokolwiek z więźniów objętych amnestią popełni podobne przestępstwo do tego za jakie dotychczas odbywał karę może zostać ponownie aresztowany a dotychczasowe oskarżenie oraz nowy wyrok zostaną zsumowane.

Amnesty  International podjęła działania dotyczące 6 osób z Huty Katowice wobec  których nie zastosowano amnestii. Byli to Michał Luty, Jerzy Milanowicz, Leszek Lorek, Andrzej Kisielinski, Andrzej Niewiara i  Andrzej  Stolarczyk. Aresztowano ich w grudniu 1983 roku oraz z początkiem stycznia 1984 r., oskarżono o posiadanie i  dystrybuowanie nielegalnych broszur (wykroczenie przeciwko warunkom amnestii z czerwca 1984 r.) oraz o posiadanie skradzionych, państwowych maszyn  poligraficznych (nie dotyczy to warunków amnestii). Drugie oskarżenie dotyczyło wyposażenia pochodzącego z biura Solidarności, które było  najwyraźniej ukryte, kiedy stan  wojenny  został wprowadzony. Według ustawy o Związkach  Zawodowych z 8 października 1982 roku, wszelka własność należąca do Solidarności stawała się własnością nowych, oficjalnych związków  zawodowych. Oskarżonym groziła kary pozbawienia wolności od 5 do 25 lat . Ich proces  był  ciągle  wstrzymywany  aż do końca 1984 roku.

Wśród więźniów zwolnionych podczas amnestii było 4 członków Komitetu Obrony Robotników, Jacek Kuroń, Adam Michnik, Henryk Wujec oraz Zbigniew Romaszewski, których proces  rozpoczął  się 13 lipca. Amnesty International odmówiono prawa do wysłania obserwatorów na proces, który był tajny. Ponadto zwolnienie obejmowało 7 liderów  Solidarności, którzy byli więzieni od wprowadzenia stanu wojennego, Jana Rulewskiego, Seweryna Jaworskiego, Karola Modzelewskiego, Grzegorza Pałkę, Andrzeja Rozpłochowskiego oraz Mariana Jurczyka, tak samo jak podziemnych solidarnościowych liderów którzy zostali aresztowani za swoją działalność związkową, Władysława  Frasyniuka, Andrzeja Słowika, Piotra Bednarza, Józefa Pino i Bogdana Lisa.

Prawo amnestyjne z  lipca nie położyło kresu aresztowaniom ludzi za pokojowe działania na rzecz fundamentalnych praw człowieka. AI wezwała do zwolnienia ich z więzień. Wiele osób  otrzymało 2-3 miesięczne wyroki za udział w demonstracjach i głośnych wiecach ku  uczczeniu różnych rocznic. Aresztowaniem objęto również ówczesnych  liderów  solidarności, Władysława Frasyniuka, Józefa Pinora i Andrzeja  Gwiazdę. Ludzie byli  również  aresztowani za produkcję i kolportaż nielegalnej literatury czy branie udziału w audycjach Radia Solidarność. Na przykład Stanisław Kotowski, Tadeusz Wypych, Krzysztof  Gos, Zdzisław i Jacek Król, Teresa Piechocka byli ciągle przesłuchiwani aż do końca 1984 roku.

Po tym jak w dniu 19 października zamordowano ks. Jerzego Popiełuszkę, aktywnego działacza Solidarności, we Wrocławiu, Krakowie, Warszawie, Wałbrzychu, Szczecinie i Toruniu powstało sześć ugrupowań praw człowieka na bazie byłych działaczy Solidarności oraz KOR, skupiających zarówno intelektualistów, studentów jak i robotników. Komitety te zostały uznane przez władze  za nielegalne, a rzecznik  prasowy rządu Jerzy Urban ostrzegał wszystkich jego uczestników, że mogą zostać postawieni w stan  oskarżenia na mocy art. 278 KK (uczestnictwo i/oraz przewodzenie nielegalnym organizacjom) i grozi im kara do 5 lat pozbawienia wolności. Amnesty dostała informacje ze Szczecina gdzie 2 ówczesnych więźniów  sumienia E.Bałuka i J.Kostecki zostało  poinformowanych o toczącym się przeciwko nim  śledztwie dotyczącym ich  działalności w komitecie.

Proces 4 tajnych funkcjonariuszy SB, którzy porwali i zamordowali  księdza Popiełuszko rozpoczął się przed sądem w Toruniu 27 października ale nie zakończył się przed końcem  roku. Oficerowie SB, kapitan Grzegorz Piotrkowski oraz porucznicy Leszek Pękala i Waldemar Chmielewski zostali  oskarżeni o porwanie i morderstwo, na zlecenie przełożonych. Natomiast pułkownik  Adam Pietuszka został  oskarżony o współudział w porwaniu i pomoc sprawcom  morderstwa. Wszystkim  4 oficerom groził wyrok  śmierci.

Morderstwo ks. Popiełuszko zwróciło  uwagę  na powtarzające się inne porwania, pobicia i  śmierć działaczy solidarności od momentu wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. W  sprawie tych  przypadków  prowadzono  niepełne śledztwa. Jedyną sprawą, którą  zajęto się obszerniej był  przypadek śmierci 19 letniego studenta, Grzegorza Przemyka, syna Barbary Sadowskiej, działaczki Solidarności. W dniu 31 maja 1984 r. 2 oficerów milicji, 2 sanitariuszy i 2 lekarzy pogotowia oskarżono o współudział i przyczynienie się do śmierci Grzegorza Przemyka. Po 6 tygodniach procesu, oficerowie milicji zostali uniewinnieni, lekarze zostali wypuszczeni na wolność w ramach ogłoszonej rok wcześniej (czerwiec 1983 rok) amnestii, sanitariusze otrzymali kary 2 i 1,5 roku więzienia za śmiertelne pobicie Grzegorza Przemyka. Wyszli na wolność w ramach ogłoszonej kolejnej amnestii w czerwcu 1984 roku. Główny oskarżyciel w tym procesie, Cezary Filozof, przyjaciel  zmarłego  został  zatrzymany i ciężko pobity przez nieznanych napastników 10 lutego i doznał poważnego  uszczerbku na zdrowiu. Maciej Bednarczyk, prawnik  zatrudniony przez matkę Grzegorza Przemyka  nie był  zdolny do podjęcia czynności  procesowych gdyż został  aresztowany  w styczniu.

Amnesty International  otrzymała informacje o kilku innych niewyjaśnionych  morderstwach politycznych działaczy dokonanych w 1984 roku. M.in. o morderstwie Piotra Bartoszcze, członka Solidarności Rolników w Inowrocławiu, znaleziono w dniu 9 lutego martwego na dnie rowu melioracyjnego niedaleko jego domu.. Bolesława Walczaka, lat 57, robotnika, znaleziono martwego 8 dni po tym jak został  zatrzymany  przez patrol milicji 8 marca, Andrzeja Gebosza, wykładowcę zmarłego 26 października, dzień po tym jak został  pobity podczas  przesłuchania na komisariacie.

Amnesty International apelowała kilkakrotnie  bezpośrednio do ówczesnego Przewodniczącego Rady Państwa, Henryka Jabłonowskiego aby wezwał i  zobligował  rząd do zniesienia kary śmierci  i zaniechania  wykonania  dotychczasowo orzeczonych wyroków w Polsce.  Amnesty nie dostała jednak  żadnej  odpowiedzi w tej  sprawie.

W 1984 roku w Polsce wydano 13 wyroków  śmierci i wykonano 4 egzekucje -wszystkie za morderstwa 15 listopada 1984 roku władze polskie otrzymały list o usunięciu Polski z Międzynarodowej Organizacji Pracy za łamanie prawa związków zawodowych i stosowanie przemocy wobec ich członków , po wprowadzeniu stanu wojennego i delegalizacji Solidarności w grudniu 1981 roku.

Tłumaczenie:

Małgorzata Urbanik 

01:45, maraton-amnesty , Archiwalia
Link Dodaj komentarz »
1983
 

Amnesty International była głęboko zaniepokojona aresztowaniami wielu więźniów sumienia, zarzutami złego traktowania więźniów politycznych i stosowaniem kary śmierci.

Według oficjalnych danych, 4 stycznia 1983 r. około 1,000 osób, w większości uznawanych przez Amnesty International za więźniów sumienia, wciąż pozostawało w więzieniu i dodatkowo 500 osób oczekiwało na proces za politycznie motywowane wykroczenia.

21 lipca, na dzień przed zakończeniem stanu wojennego, Sejm (parlament) uchwalił amnestię, która objęła 21,571 osób, w tym 3,666 przestępców politycznych, z których 2,123 znajdowało się w więzieniu.. Według amnestii mężczyznom, którzy ukończyli 21 lat, których skazano na ponad trzy lata pozbawienia wolności, skrócono wyroki o połowę, a mężczyźni, którzy mieli poniżej 21 lat w chwili popełnienia przestępstwa zostali uwolnieni, podobnie jak kobiety (niezależnie od wieku) i mężczyźni, którzy ukończyli 21 lat, skazani na kary do trzech lat pozbawienia wolności. W większości przypadków ci, którzy skorzystali z prawa amnestii, mogli zostać skazani dodatkowo obok kary, która została objęta amnestią, jeżeli popełnią podobne wykroczenie przed 31 grudniem 1985 r.

Do 22 lipca 1983 r., 687 osób zostało bezwarunkowo ułaskawionych ze względu na specjalną „przyspieszoną" procedurę wprowadzoną po zawieszeniu stanu wojennego w grudniu 1982 r. Kolejnych 122 podań zostało odrzuconych przez Państwową Komisję Ułaskawień, ponieważ dotyczyło zatrzymanych, „którzy mieli przewodnią rolę w organizacji działań zabronionych podczas stanu wojennego, posługiwali się terrorem, zastraszeniem, albo byli już wcześniej skazani", oraz ci, o których uważano, że pokazali wrogie nastawienie w więzieniu. Wśród tych zwolnionych z więzienia przed 20 sierpnia byli więźniowie sumienia uznani przez Amnesty International, tacy jak Zofia Romaszewska, która została skazana na karę pięciu lat pozbawienia wolności w lutym 1983 r. za działalność związaną z podziemnym radiem „Solidarność" i Ewa Kubasiewicz, która została skazana w 1982 r. na karę 10 lat więzienia za łamanie praw stanu wojennego, obniżonych w kolejnym procesie do trzech lat w zawieszeniu.

Wśród uwolnionych znaleźli się również ci aresztowani, którzy nie mieli jeszcze procesu i nie zostali skazani, w tym rzecznik prasowy niezależnego związku Solidarność - Janusz Onyszkiewicz, doradca Solidarności Bronisław Geremek, Zbigniew Belz i Andrzej Sobieraj, lokalny przewodniczący Solidarności.

Co najmniej 20 osób nie zostało zakwalifikowanych do amnestii, ponieważ zostali skazani za próbę nielegalnego przekroczenia granicy, albo za najbardziej poważne polityczne wykroczenia, np. uważano, że byli przeciw „fundamentalnemu politycznemu i ekonomicznemu interesowi Polskiej Reczpospolitej Ludowej". Byli to między innymi więźniowie sumienia: Edmund Baluka, były przywódca strajku w Szczecinie w grudniu 1970 r., który 30 czerwca 1982 r. został skazany na pięć la pozbawienia wolności, w związku z oskarżeniami o domniemane antypaństwowe działania podczas jego pobytu poza granicami Polski w okresie 1973/1981; oraz Robert Leszek Moczulski, Tadeusz Stański i Romuald Szeremietiew, przywódcy nielegalnej opozycyjnej grupy Konfederacja Polski Niepodległej (KPN), którzy zostali skazani na karę pięciu lat pozbawienia wolności w październiku 1982 r.

11 osób oczekujących na proces również zostało wyłączonych z przywilejów prawa amnestii: czterech członków Komitetu Obrony Robotników (KOR), Jacek Kuroń, Adam Michnik, Henryk Wujec i Zbigniew Romaszewski (ostatni już skazany na wcześniejszym procesie), i siedmiu ważnych działaczy Samoobrony, Jan Rulewski, Seweryn Jaworski, Karol Modzelewski, Grzegorz Pałka, Andrzej Rozplochowski, Andrzej Gwiazda i Marian Jurczyk. Pod koniec 1983 r. obydwie grupy były oskarżone o „przygotowanie, za zgodą innych, działań które miały na celu siłą usunięcie socjalistyczno-politycznego systemu". Kilkakrotnie ogłaszano, że ich procesy niebawem się odbędą, ale nie doszło do tego aż do końca 1983 r.

Siły bezpieczeństwa dalej dokonywały aresztowań wielu osób podczas demonstracji w miastach na terenie całego kraju. Według oficjalnych danych około 1000 osób zostało aresztowanych w 15 polskich województwach podczas demonstracji w maju, z których większość została zwolniona po paru godzinach i ukarana grzywną. Niezliczone aresztowania nastąpiły także podczas wizyty Papieża w Nowej Hucie 22 czerwca i podczas demonstracji 31 sierpnia, podczas trzeciej rocznicy powstania Solidarności.

Co najmniej 60 osób zostało zatrzymanych w grudniu podczas demonstracji upamiętniającej zabójstwa robotników podczas protestów ulicznych na Wybrzeżu w grudniu 1970 r.

Aresztowano także osoby związane z podziemnymi strukturami Solidarności. Liczba takich aresztowań bardzo wzrosła w grudniu. Według oficjalnych raportów w polskich mediach, ponad 250 aresztowań miało miejsce we Wrocławiu (55), Szczecinie (44), Gdańsku (36) i innych częściach kraju. W Warszawie, Kielcach i Bydgoszczy 13 członków KORu zostało zatrzymanych, w tym dwóch przywódców, Józef Teliga i Wienczysław Nowacki.

W prawie wszystkich przypadkach ludzie ci zostali oskarżeni o kontynuowanie działań związkowych, działalność antypaństwową, rozpowszechnianie i druk nielegalnych publikacji, działalność związaną z podziemnym radiem Solidarność oraz zwoływanie nielegalnych zgromadzeń (głównie artykuły 271 i 278 Kodeksu karnego).

Setki innych w tym działacze związków zawodowych i adwokaci broniący praw człowieka, zostali zatrzymani na okres do 48 godzin. 27 grudnia Władysław Sidorowicz, lekarz, został skazany na 48 godzin bo odmówił przekazania milicji akt Krystyny Frasyniuk, żony więźnia sumienia Władysława Frasyniuka. W niektórych przypadkach ludzie byli wielokrotnie zatrzymywani na krótkie okresy czasu, a następnie wypuszczani bez postawienia zarzutów. Lech Wałęsa przywódca Solidarności został w ten sposób kilka razy zatrzymany.

Polityczne procesy miały miejsce przez cały 1983 rok, ale ich liczba ogłaszana w mediach spadała a lista przestępstw, kwalifikujących się do postępowania, zmalała po zawieszeniu stanu wojennego w grudniu 1982 r.

Adwokaci napotykali na coraz większe trudności przy reprezentowaniu oskarżonych działaczy Solidarności. Przykładem takich adwokatów są Stanisław Afenda, który został zawieszony w pełnieniu swoich funkcji w lipcu i Piotr Andrzejewski, który został zawieszony w swoich obowiązkach zawodowych przez Sąd Najwyższy 14 grudnia za „obrazę sądu" podczas procesu w 1982 r.

22 lipca, kiedy stan wojenny został oficjalnie zniesiony, część jego zasad została na stałe lub tymczasowo włączona do konstytucji i innych regulacji prawnych. Nowe prawo, zostało przyjęte przez Sejm 14 lipca, zawarto w nim, że osoby, które uważa się za zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa i porządku publicznego, mogą zostać prewencyjnie zatrzymane bez rozkazu i zgody prokuratora czy sędziego.

Niektóre poprawki wprowadzone do Kodeksu karnego, które weszły w życie 29 lipca były dalej idące niż odpowiadające im zarządzenia stanu wojennego z 1981 r. Do artykułu 282a dodano zapis pozwalający skazywać osoby na karę do trzech lat więzienia za organizowanie albo prowadzenie spotkań protestacyjnych. W jasnym nawiązaniu do takich organizacji jak Solidarność, członkostwo w organizacjach, które zostały zakazane lub odmówiono im legalnego statusu może być ukarane karą do trzech lat pozbawienia wolności (art. 278 kk).

Jurysdykcja Sądów Wojskowych została zmniejszona, ale jedno z uprawnień ogłoszone podczas stanu wojennego pozostało trwale - tj. dotyczące przestępstw przeciw fundamentalnemu interesowi Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej (art. 565 par. 2 kk).

Amnesty International otrzymała wiele raportów, że więźniowie byli obiektem okrutnego, niehumanitarnego i poniżającego traktowania. Władysław Frasyniuk był parokrotnie bity podczas pobytu w więzieniu w Łęczycy w sierpniu. Dziewięciu politycznych więźniów w więzieniu w Barczewie wielokrotnie pisali do Polskiej Rady Państwa grożąc, że rozpoczną głodówkę w proteście przeciw złemu traktowaniu. Następnie zgłoszono, że byli oni bici, oblewano ich zimną wodą i byli zmuszani do rozbierania się w zimnych celach. Więźniowie ci to trzej przywódcy KPN i sześcioro przywódców Solidarności i związków zawodowych, P. Bednarz, A. Słowk, J. Kropiwnicki, P. Kosmowski, E. Baluka i W. Frasyniuk. Skargi i protesty dotyczące warunków więziennych i złego traktowania rzekomo często skutkowały w dyscyplinarnych karach takich jak „twarde lóżko", „tygrysia klatka". Takie zarzuty były stawiane cały czas, ze szczególnym uwzględnieniem więzień w Braniewie, Strzelinie i Hrubieszowie, gdzie kilkakrotnie miały miejsce głodówki, aby zaprotestować przed złymi warunkami w więzieniach. Pod koniec roku około 20 członków Solidarności podjęło strajk głodowy w Strzelinie, aby zaprotestować przeciwko zepsutemu jedzeniu, braku podstawowej opieki medycznej, niewystarczającemu kontaktowi z rodzinami, niehigienicznym warunkom i aby uzyskać status więźniów politycznych. Część z nich była karmiona siłą.

Amnesty International otrzymywała częste raporty, że członkowie Solidarności byli bici w głowę, ciało i nogi gumowymi pałkami, kopani, bici albo zmuszani do wycieńczającego biegu miedzy dwoma rzędami milicjantów uderzających gumowymi pałkami.

Większość tych zarzutów dotyczyła złego traktowania podczas aresztowania, podczas transportu milicyjnego i przede wszystkim podczas przetrzymywania w komendzie milicji.

Seweryn Jaworski, przywódca Solidarnościowy oczekujący na rozprawę sądową w więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie, został parokrotnie pobity przez strażników w maju i trzymany w izolatce za noszenie znaku z narodowymi barwami Polski. Był wielokrotnie bity w podbrzusze i w szyje i grożono mu, że „nie opuści żywy tego miejsca". Co najmniej 5 z grupy 11 górników z Lublina, którzy byli oskarżeni o „działalność terrorystyczną" w 1982 r., skarżyło się podczas procesu w listopadzie, że wkładano na ich głowy plastikowe torebki i trzymano je aż prawie się udusili i że byli bici w podeszwy stóp.

11 ludzi zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach podczas albo niedługo po areszcie milicyjnym. Większość była działaczami Solidarności. W co najmniej jednym przypadku, w tym dotyczącym 19 letniego licealisty Grzegorza Przemyka, oskarżenia, że śmierć została spowodowana złym traktowaniem w więzieniu zostały potwierdzone przez oświadczenie prokuratury. Został on aresztowany 12 maja w Warszawie i zabrany na posterunek milicji przy ulicy Jezuickiej. Zmarł w szpitalu na Solcu dwa dni później w wyniku ostrych obrażeń śledziony i wątroby. 16 maja prokurator Warszawy Śródmieście rozpoczął śledztwo w tej sprawie. 23 grudnia oficjalne oskarżenie zostało złożone przeciw dwóm cywilnym członkom milicji, dwóm operatorom karetki i dwóm lekarzom. Do końca roku nie wyznaczono daty rozprawy sądowej.

Podczas 1983 roku ogłoszono 9 wyroków śmierci, 7 za morderstwa. Dyplomata, który zdradził i naukowiec zostali skazani na śmierć in absentia za zdradę stanu i szpiegostwo. Dodatkowo jeden wyrok śmierci ogłoszony w 1982 r. został utrzymany w mocy. Polska prasa doniosła, że Waldemar Krakos został stracony 10 października. Początkowo został skazany na karę 15 lat pozbawienia wolności za morderstwo popełnione w styczniu. Prokurator Generalny i Minister Sprawiedliwości apelowali przeciw wyrokowi. Sąd Najwyższy skazał go na śmierć a jego apelacja o ułaskawienie została odrzucona przez Radę Państwa. Egzekucja Tadeusza Wencla i Juliana Koltana miała miejsce 8 lipca i 12 grudnia, drugi został skazany w 1982 r. za próbę zabójstwa i zabójstwo.      

Tłumaczenie:  Katarzyna Rogulska

01:44, maraton-amnesty , Archiwalia
Link Komentarze (1) »
1982
 

RAPORT ZA OKRES: STYCZEŃ-GRUDZIEŃ 1982 R.

 

POLSKA

 

            Głównym przedmiotem troski Amnesty International było internowanie oraz przetrzymywanie wielu tysięcy więźniów sumienia, poprzedzone  wprowadzeniem 13 grudnia 1981 roku stanu wojennego. Ich liczba była trudna do oszacowania i podlegała w ciągu roku zmianom. 9 grudnia oficjalne źródła podały, iż w ciągu ostatniego roku internowano 10 131,  a 3 616 aresztowano z powodów politycznych. Wielkości przytoczone przez źródła nieoficjalne prawie zawsze były znacznie wyższe. Co więcej, według doniesień kilkanaście tysięcy osób  administracyjnie skazano na więzienie na okres do trzech miesięcy lub skazano na kary grzywny za takie działania, jak na przykład uczestnictwo w demonstracjach. Amnesty International uznała wszystkich internowanych za więźniów sumienia; stało się to podstawą walki o ich  uwolnienie i dzięki temu doszło do cofnięcia fali internowania wśród ludzi przetrzymywanych bez postawienia zarzutów lub procesu sądowego. Amnesty International przyjęło z zadowoleniem wiadomość o zakończeniu internowania wraz z zawieszeniem  stanu wojennego 30 grudnia 1982 r., jednakże nie porzuciło troski odnośnie dużej i wzrastającej ilości więźniów  sumienia aresztowanych, oskarżonych lub skazanych za podejmowanie pokojowych działań w zakresie prawe człowieka. Według oficjalnych źródeł,  pod koniec roku  około 1 500 osób odbywało wyrok lub czekało w więzieniu na proces sądowy za przestępstwa o charakterze politycznym. Źródła nieoficjalne szacowały, iż w przeciągu  roku 2 000 - 2 500 osób zostało uwięzionych za przestępstwa o charakterze politycznym, a nieznana liczba osób oczekiwała na proces w więzieniu. Informacje napływające z oficjalnych i nieoficjalnych źródeł świadczyły o tym, że większość osób stanowili więźniowie sumienia. Amnesty International pracowało nad zwolnieniem  300 osób, od których otrzymało bliższe dane. To doprowadziło do uwolnienia wszystkich pozostałych więzionych za pokojowe korzystanie z ich praw.

Amnesty International była zaniepokojona faktem, iż większość osób skazanych za  przestępstwa polityczne sądzono według uproszczonych procedur ograniczających ochronę prawną oskarżonych oraz wykluczających możliwość apelacji.  Zgłaszano wiele zażaleń w związku z zastraszaniem oraz złym traktowaniem internowanych i więźniów. Warunki więzienia oraz internowania często opisywano jako bardzo złe. W ciągu roku wydano 12 wyroków śmierci; Amnesty International dowiedziała się o dwóch egzekucjach osób skazanych pod zarzutem morderstwa.

            W następstwie wprowadzenia stanu wyjątkowego ograniczono wiele podstawowych praw człowieka. 29 stycznia polski rząd, powołując się na zagrożenie publiczne, poinformował Sekretarza Generalnego Narodów Zjednoczonych o wycofaniu się z postanowień Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych dotyczących  prawa do wolności i bezpieczeństwa osobistego, wolności przemieszczania się,  apelacji sądowej, wolności wyznania, zgromadzeń i stowarzyszania się.

            Internowanie, wprowadzone wraz ze stanem wyjątkowym, było szczególnie nasilone podczas pierwszych miesięcy. Wówczas oficjalnie potwierdzono internowanie 6 800 osób. Pomimo uwolnienia niektórych internowanych w grudniu 1981 r. i w roku następnym, do listopada  miały miejsce kolejne internowania.  Według oficjalnych oświadczeń internowani nie byli podejrzani bądź oskarżeni o jakiekolwiek przestępstwo; byli internowani, ponieważ ich wcześniejsze postępowanie dawało powody do „usprawiedliwionego podejrzenia, iż gdyby pozostali na wolności nie przestrzegaliby porządku prawnego lub zaangażowaliby się w działalność stanowiącą zagrożenie dla interesów bezpieczeństwa lub obronności państwa".  Internowania były przeprowadzane przez milicję bez nakazu sądowego. Nie było dokładnie ustalonego czasu przetrzymywania, które mogły, a  w niektórych przypadkach trwały aż do końca stanu wojennego. Lista internowanych obejmowała w większości członków Komisji Krajowej Niezależnego Związku Zawodowego Solidarność, doradców Solidarności, urzędników regionalnych, członków oraz sympatyków, członków niezależnych związków rolników i studentów, członków ugrupowań zajmujących się prawami obywatelskimi i prawami człowieka, a także innych osób oficjalnie uznanych za opozycję. Lech Wałęsa - lider Solidarności został osadzony w areszcie domowym.

            Internowanych przetrzymywano w „centrach izolacyjnych" w więzieniach, zakładach poprawczych, w pracowniczych i wojskowych ośrodkach wypoczynkowych. Za wyjątkiem aresztowanych kobiet i powszechnie znanych intelektualistów przetrzymywanych w centrach wypoczynkowych, większość internowanych doświadczyło złych warunków: chłodu, braku higieny, zatłoczenia. Internowani niejednokrotnie donosili, że byli przesłuchiwani przez  Urząd Bezpieczeństwa i zmuszani do współpracy z milicją, do emigracji lub podpisania oświadczenia, że nie będą angażować się w działalność antypaństwową, co było warunkiem ich zwolnienia. Liczni internowani skarżyli się, iż odmawiano im pomocy medycznej lub, że udzielano jej zbyt późno. Zdarzały się także zarzuty pobicia zatrzymanych przez strażników; takie incydenty miały miejsce na przykład 13 lutego w Wierzchowie Pomorskim, 25 marca w Iławie i 14 sierpnia w Kwidzynie. W ostatniej sprawie mówiono o sześciu internowanych, ciężko rannych i hospitalizowanych. Księżom i delegatom z Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża  pozwolono odwiedzać internowanych przez cały rok.

        Większość osób więzionych z przyczyn politycznych w roku 1982 wyrażało sprzeciw wobec stanu wyjątkowego poprzez strajki, demonstracje, ulotki lub tajną działalność związków zawodowych. Większość z nich została skazana za „przestępstwa przeciwko stanowi wojennemu" czyli naruszenie artykułów 46-48 Dekretu o Stanie Wojennym z 12 grudnia 1981 roku. Te nakładały karę za uczestnictwo w zawieszonych związkach zawodowych lub w stowarzyszeniach, organizowanie strajków i akcji protestacyjnych, a także drukowanie lub rozpowszechnianie „fałszywych informacji mogących prowadzić do wzniecanie publicznego niepokoju lub zamieszek". Większość takich przypadków, zgłoszonych do Amnesty International, zostało sądzonych według specjalnych, uproszczonych procedur wprowadzonych wraz ze stanem wojennym. W przypadku takich procedur, areszt poprzedzający rozprawę sądową był przymusowy i większość zatrzymanych nie miała dostępu do obrońcy podczas dochodzenia; skrócono czas trwania procedur i nałożono cięższe kary: minimum 3 lat pozbawienia wolności i pozbawienia praw obywatelskich na okres do 10 lat. Oskarżony nie miał prawa do apelacji. W niektórych przypadkach doszło nawet do wydłużenia kary po „nadzwyczajnej apelacji" Prokuratora Generalnego. Niektórzy przeciwnicy stanu wyjątkowego byli sądzeni przed sądami wojskowymi, poddawani dalszym  ograniczeniom do publicznego dostępu do sądu i wyboru obrońcy przez oskarżonego. Większość wyroków - znanych Amnesty International - wydanych według uproszczonych procedur na przeciwników stanu wyjątkowego to 3 lub 4 lata pozbawienia wolności. W postępowaniu przebiegającym według normalnych procedur orzekano zazwyczaj niższe kary, a nawet zdarzały się uniewinnienia.

      Amnesty International poświęcała również swoją uwagę zarzutom ciężkiego pobicia więźniów przez strażników więziennych. Według doniesień, więźniowie gdańskiego więzienia, w tym także 15 więźniów sumienia, zostało zaatakowanych i pobitych przez strażników 23 lipca po pogłoskach o planowanym przez więźniów rozpoczęciu strajku głodowego. Grupę 20 młodszych więźniów zmuszono do wzięcia bardzo gorącego prysznica i poddano ich ponownemu biciu. Niektórych więźniów przypuszczalnie szczuto psami.

      W 1982 roku liczba osób skazanych za działalność opozycyjną drastycznie wzrosła. Do 21 stycznia uwięziono ponad 150 działaczy Solidarności, a do końca marca ponad 500. Wśród pierwszych więźniów sumienia, których sprawą zajęło się Amnesty International, znaleźli się Jerzy Kaniewski - pracownik, skazany w styczniu, wraz z trzema innymi oskarżonymi, przez sąd w Warszawie za organizację protestu w fabryce ciągników Ursus 14 grudnia 1981 roku. Został skazany na 3,5 roku pozbawienia wolności; dwóch współoskarżonych otrzymało wyrok 3 lata pozbawienia wolności. W czasie procesu linia obrony podtrzymywała, iż strajk był spontaniczny i podkreślała, iż dekret o zakazie strajków nie został oficjalnie opublikowany aż do 18 grudnia i nie może działać wstecz. Kolejnym więźniem sumienia jakim zajęła się Amnesty International była 43-letnia Ewa Kubasiewicz -  kustosz biblioteki w Wyższej Szkole Morskiej, członkini Solidarności. W lutym ją i ośmiu innych skazano przed sądem morskim w Gdyni. Oskarżono ich o przewodnictwo strajkowi na uczelni 14 i 15 grudnia, jak również za dystrybucję ulotek protestacyjnych. Skazano ją na 10 lat pozbawienia wolności, co było najsurowszą karą dla opozycjonisty jaką odnotowała Amnesty International w 1982 roku. Współoskarżeni, w tym syn Ewy Kubasiewicz, otrzymali kary więzienia od 3 do 9 lat pozbawienia wolności.

      W kolejnych demonstracjach w maju i czerwcu internowano i aresztowano coraz więcej osób. W lipcu jednak tajny przywódca Solidarności wezwał do zaprzestania demonstracji i 21 lipca, podczas święta narodowego, generał Wojciech Jaruzelski ogłosił amnestię dla wszystkich więźniów, ale tylko wobec 637 internowanych. 26 lipca Amnesty International napisała list do generała  Jaruzelskiego, w którym ciepło przyjęło ich uwolnienie, podkreśliło jednocześnie pilną potrzebę  podjęcia  dalszych kroków niezbędnych dla ochrony praw człowieka. Amnesty International napisała, iż uznane przez społeczność międzynarodową standardy mogłyby zostać osiągnięte jedynie poprzez amnestię pozostałych uwięzionych za pokojową działalność polityczną. Według różnych źródeł, do tego czasu za działalność opozycyjną sądy skazały 1500-2000 osób.

     W sierpniu miały miejsce powtarzające się demonstracje przeciwko stanowi wojennemu. Największe z nich miały miejsce w 66 miastach, w dniu 31 sierpnia w rocznicę porozumień gdańskich z 1980 roku podpisanych przez pracowników stoczni i rząd. 5 osób zostało zabitych w starciach pomiędzy demonstrantami a milicją, a według oficjalnych danych ponad 5000 osób zostało aresztowanych. Wielu skazano na karę grzywny, innych internowano lub uwięziono. Następnego dnia władze ogłosiły, iż istniał dowód, że demonstracje zostały zorganizowane przez członków Komitetu Obrony Robotników (KOR), Komitet Obrony Pracowników, nieoficjalne ugrupowania zajmujące się prawami obywatelskimi i prawami człowieka założonymi w 1976 roku. Kilkunastu czołowych członków KOR zostało doradcami Solidarności. 3 września 1982 roku członkowie KOR Jacek Kuroń, Adam Michnik, Henryk Wujec i Jan Lityński, internowani jeszcze w grudniu 1981 roku, zostali aresztowani pod zarzutem „przygotowywania zbrojnego przewrotu w polskim systemie politycznym" na mocy artykułów 123 i 128(1) kodeksu karnego.  Wszczęto także postępowanie in absentia przeciwko dwóm innym członkom KOR - Janowi Józefowi Lipskiemu i Mirosławowi Chojeckiemu, którzy przebywali za granicą. W połowie września Jan Józef Lipski, znajdujący się pod opieką medyczną z powodu poważnej choroby serca, powrócił do Polski i został aresztowany. Amnesty International nalegała, aby tym osobom zapewnić pełną ochronę prawną, włączając dostęp do adwokata oraz sprawiedliwego i publicznego procesu sądowego. Jednocześnie poinformowała władze o chęci wysłania dwóch obserwatorów na proces.

      8 października sąd wojskowy skazał czterech członków Konfederacji Polski Niepodległej, będącej nieoficjalnym ugrupowaniem politycznym. Proces sądowy trwał od czerwca 1981 roku (patrz: Raport Amnesty International 1982). Uznano ich za winnych założenia nielegalnej organizacji, której celem był zbrojny przewrót politycznego systemu Polski. Lider KPN- Leszek Moczulski został skazany na karę 7 lat pozbawienia wolności; dwóch pozostałych otrzymało wyroki 5 lat, a czwarty - wyrok w zawieszeniu. Według wiedzy Amnesty International nie byli oni zwolennikami przemocy i zostali uznani za więźniów sumienia.

      8 października, działalność Solidarności, aż do jej zawieszenia, została formalnie zakazana. Sejm uchwalił nowe prawo rozwiązujące wszystkie istniejące związki zawodowe i wydał nowe przepisy o tworzeniu związków zawodowych. Pracownicy Stoczni im. Lenina w Gdańsku, kolebki Solidarności, rozpoczęli 11 października strajk protestacyjny, podczas którego miały miejsce uliczne demonstracje. Następnego dnia stoczniowcy zostali zmuszeni do powrotu do pracy. Mimo to demonstracje wybuchły także we Wrocławiu, Poznaniu i Krakowie, gdzie w zamieszkach z milicję został zastrzelony Bogdan Włosik. Była to 17 oficjalnie potwierdzona ofiara starć pomiędzy demonstrantami a milicją od początku wprowadzenia stanu wojennego. Doszło do dalszych aresztowań i internowania w następstwie demonstracji z 10 listopada - w drugą rocznicę oficjalnego zarejestrowania Solidarności.

     Dwa dni później Lech Wałęsa został zwolniony. 23 grudnia zwolniono wszystkich pozostałych internowanych za wyjątkiem czołowych działaczy Solidarności: Andrzeja Gwiazdy, Mariana Jurczyka, Jana Rulewskiego, Seweryna Jaworskiego, Karola Modzelewskiego, Grzegorza Pałkę i Andrzeja Rozpłochowskiego. Oskarżono ich o usiłowanie dokonania zbrojnego przewrotu politycznego systemu Polski, ale Amnesty International wiedziała, iż nie było dowodu użycia przez nich siły lub popierania zamieszek. Aresztowania i procesy sądowe trwały jeszcze przez listopad i grudzień.

      30 grudnia stan wojenny został zawieszony i weszło w życie nowe prawo, które złagodziło kilkanaście restrykcji oraz zakończyło proces internowania. Jakkolwiek, stanowiło to gwarancję kontynuacji pewnych ograniczeń, jakie wprowadzono wraz ze stanem wojennym. Na przykład, zaostrzono kodeks karny wprowadzając kary do 5 lat pozbawienia wolności za drukowanie, posiadanie i rozpowszechnianie „antypaństwowych publikacji". Chociaż prawo stanu wyjątkowego zakazujące  publicznych zgromadzeń zostało złagodzone, wprowadzono karę do 3 lat więzienia za działania „mające na celu wzniecanie społecznego niepokoju". Nie stosowano już uproszczonych procedur sądowych w stosunku do opozycji politycznej, ale sądom wojskowym pozostawiono jurysdykcję nad przestępstwami „przeciwko fundamentalnym interesom politycznym państwa". Jednakże, wprowadzono przyspieszoną procedurę rewizji podań o ułaskawienie  skazanych za działalność opozycyjną przez Radę Państwa. Oficjalnie warunki apelacji o ułaskawienie spełniało 700 osób.

     W listopadzie minister sprawiedliwości oświadczył, że w czasie stanu wojennego doszło do zaostrzenia kar za poważne przestępstwa, takie jak morderstwo. W 1982 roku wydano 9 wyroków śmierci za morderstwo; co więcej, trzech polskich pracowników ambasady, po ich ucieczce, zostało skazanych na karę śmierci in absentia za zdradę państwa. 27 września polska prasa podała, że wyrok kary śmierci za morderstwo dla Jana Sojdy i Józefa Adasia, wydany w 1979 roku, został wykonany.

    

Tłumaczenie: Magdalena Sobańska i Aleksandra Czapska

01:42, maraton-amnesty , Archiwalia
Link Dodaj komentarz »
1981
 

Obawy Amnesty International w 1981 roku w Polsce zdominowały informacje o szeroko stosowanym internowaniu i uwięzieniu członków oraz sympatyków niezależnego związku zawodowego Solidarność, po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia. Mimo legalnej rejestracji Solidarności w listopadzie 1980 r., w następnych miesiącach doszło do licznych konfliktów między związkiem a władzami. Konflikty rosły w związku z wdrażaniem przez władze porozumienia podpisanego ze związkiem w Gdańsku  w sierpniu 1980 r. Sprawy, które obejmowało porozumienia dotyczyły uznania soboty jako dnia wolnego od pracy, dostępu do oficjalnych mediów, wolności wypowiedzi, obniżenia cen, prawa pracowniczego. Nad niektórymi kwestiami wypracowano kompromis między władzami a związkiem, ale napięcie społeczne i polityczne pozostało, spotęgowane przez poważne problemy gospodarcze.

W ciągu tego okresu Amnesty International działała w sprawie uznanych za więźniów sumienia, Leszka Moczulskiego, Tadeusza Stańskiego, Romualda Szeremietiewa, Tadeusza Jandziaka. Byli oni członkami nieoficjalnej partii politycznej, Konfederacji Polski Niepodległej. Wraz z trzema innymi członkami KPN zostali aresztowani miedzy 24 września a 24 stycznia 1981 r. w oparciu o zarzut „działalności antypaństwowej" na podstawie kodeksu karnego, który za to przewinienie ustanawia surowe kary, włączając karę śmierci (patrz: Raport Amnesty International 1981). Do 5 czerwca 1981 r. wszystkich siedmiu zostało zwolnionych. Rozprawa czterech z nich rozpoczęła się 15 czerwca 1981 r. przed Warszawskim Sądem Wojewódzkim. Amnesty International wysłała obserwatora na czas wstępnych etapów rozprawy. Na samym początku obrona stwierdziła, że akt oskarżenia był ogólnikowy, nie zawsze konkretyzował, które działania stanowiły „zagrożenie dla ustroju państwowego" i które informacje rozpowszechniano pod zarzutem „działania na szkodę interesu państwa polskiego". Obrona podkreślała konieczność poznania dokładnych zarzutów przedstawianych oskarżonym. Wnosiła także o skorygowanie aktu oskarżenia w celu wyjaśnienia zarzutów. Sędzia przewodniczący oddalił te wnioski, stwierdzając, iż w trakcie rozprawy będzie wystarczająca możliwość wyjaśnienia zarzutów. 9 lipca Sąd Najwyższy orzekł, iż oskarżeni zignorowali sądowy nakaz powstrzymania się od aktywności politycznej, poprzez udział w spotkaniach publicznych w czasie trwania procesu i nakazał ich ponowne aresztowanie, z wyjątkiem Tadeusza Jandziszaka, który był chory. 22 grudnia, po wprowadzeniu stanu wojennego, ogłoszono w telewizji, że Warszawski Sąd Wojewódzki przenosi sprawę do Sądu Wojskowego, zgodnie z dekretem Rady Państwa z 12 grudnia. Oficjalnie potwierdzono także ponowne aresztowanie Tadeusza Jandziaka. Do końca roku Amnesty International nie otrzymała żadnych dalszych wiadomości w kwestii tych spraw. 

W okresie poprzedzającym wprowadzenie stanu wojennego, cenzura znacząco zmniejszyła swoją aktywność. Mimo to, liczne osoby, przede wszystkim członkowie niezależnego związku zawodowego Solidarność zostali aresztowani, zatrzymani na czas do 48 godzin i oskarżeni o drukowanie i rozpowszechnianie nieocenzurowanych biuletynów, plakatów oraz ulotek zawierających „oszczerstwa i obraźliwe stwierdzenia na temat władz oraz sojuszu polsko- radzieckiego". W sierpniu 1981 biuro Prokuratora Generalnego oświadczyło, iż rozpoczęto postępowanie karne w 80 tego typu sprawach. Amnesty International ponaglała, aby odstąpiono od zarzutów przeciwko dwóm członkom Solidarności, Chrystoforoszowi Tulaszowi z Jeleniej Góry i dr Kornelowi Morawieckiemu z Wrocławia. Zarzucono im „rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji" oraz „publikowanie i rozpowszechnianie materiałów skierowanych przeciwko sojuszowi między Polską a Związkiem Radzieckim". Według wiedzy Amnesty International ich sprawy nie zostały rozpatrzone przed grudniem.

18 października generał Wojciech Jaruzelski zastąpił na miejscu Pierwszego Sekretarza Komitetu Centralnego PZPR Stanisława Kanię. Wcześniej w lutym objął stanowisko premiera. 28 października Solidarność ogłosiła godzinny strajk przeciwko aresztowaniom działaczy związkowych, nawołując do dostępu do oficjalnych mediów oraz powołaniu „społecznej rady gospodarczej" do zwalczenia kryzysu ekonomicznego. 4 listopada podczas spotkania reprezentantów władzy, Solidarności i Kościoła, nie doszło do żadnego porozumienia w sprawie powołania  wspólnego ciała, które zajęłoby się znalezieniem rozwiązania dla problemów państwa. Pod koniec miesiąca generał Jaruzelski wspomniał o projekcie ustawy, który zostałby przedstawiony parlamentowi i pozwoliłby na przekazanie rządowi nadzwyczajnych uprawnień. Na początku listopada Prymas Polski, Arcybiskup Glemp nawoływał parlament do nie uchwalania tego prawa oraz do reform. 11 i 12 grudnia w Gdańsku odbyło się posiedzenie Komisji Krajowej NSZZ Solidarność. Dyskutowano między innymi nad propozycją referendum w spawie wyrażenia wotum nieufności dla rządu oraz nad możliwością wolnych wyborów do parlamentu i lokalnych rad narodowych.

W nocy z 12 na 13 grudnia obradujący w Gdańsku członkowie Krajowej Komisji NSZZ Solidarność zostali aresztowani i internowani. Lider Solidarności, Lech Wałęsa, został umieszczony w areszcie domowym. Wielu innych członków Solidarności, doradców i sympatyków zostało aresztowanych w całej Polsce. Członkowie KPN oraz inni postrzegani przez władze jako oponenci władz, zostali także zatrzymani. Rankiem 13 grudnia generał Jaruzelski poinformował naród o wprowadzeniu przez Radę Państwa stanu wojennego. Ogłosił, iż 21 osobowa Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, której przewodniczy, ma zająć się zarządzaniem kraju na czas trwania stanu wojennego. Odnosząc się do „strajków, gotowości strajkowej, akcji protestacyjnych" generał Jaruzelski oznajmił, iż prawo i porządek załamały się. Oznajmił, że stan wojenny został wprowadzony w celu niedopuszczenia do katastrofy narodowej, a jedynym celem Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego jest ochrona porządku publicznego w kraju, w celu zagwarantowania odbudowy porządku i dyscypliny. Generał określił internowanych jako grupę ludzi, którzy reprezentują zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju, jako „ekstremistów z Solidarności". Do grupy tej zaliczył także innych działaczy nielegalnych „antypaństwowych" organizacji. Oznajmił także, że grupa polityków, w tym poprzedni Pierwszy Sekretarz PZPR Edward Gierek zostali internowani ze względu na odpowiedzialność w popychaniu kraju w kierunku kryzysu w latach 1970-tych oraz nadużycia władzy w celach osobistych.

Seria dekretów datowanych na 12 grudnia zawieszała lub ograniczała prawa zagwarantowane przez konstytucję oraz międzynarodowe konwencje praw człowieka, których stroną jest Polska. Niezależny związek zawodowy Solidarność, który zalegalizowano 10 listopada 1980 r., został zawieszony. Zawieszone zostały także inne niezależne związki, organizacje studenckie oraz Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Zakazano strajków, demonstracji, okupacji fabryk. Z wyjątkiem praktyk religijnych zawieszono prawo do zgromadzeń. Linie komunikacyjne w Polsce i Polski z zagranicą zostały ograniczone. Narzucono ostrą cenzurę wiadomości.

Inne dekrety odnosiły się do internowania i procedur sądownictwa doraźnego. Wprowadzona amnestia dotyczyła przestępstw w tym także politycznych i objęła sprawy, w których postępowanie nie rozpoczęło się przed 13 grudnia. W sprawach, w których postępowanie było już rozpoczęte, ale nie wydano wyroku w ostatniej instancji, amnestii podlegali wtedy tylko ci oskarżeni, którzy dobrowolnie pisemnie oświadczyli, że będą przestrzegać porządku publicznego i respektować zasady współżycia społecznego. Przed końcem roku Amnesty International nie otrzymała żadnych informacji na temat rezultatów amnestii w przypadku osób, przeciw którym, przed 13 grudnia postawiono zarzuty o charakterze kryminalnym, choć ich wykroczenia miały charakter pokojowy i polityczny.

Oficjalne wiadomości podają skąpe informacje na temat liczby internowanych osób. Oficjalne źródła określają ich liczbę na około 5,000. Nieoficjalne źródła oceniają ją jako znacznie wyższą. Do końca roku 1981 Amnesty International na podstawie źródeł oficjalnych i nieoficjalnych sporządziło listę ponad 650 osób, którzy zostali internowani. Wśród nich znajduje się Anna Walentynowicz, suwnicowa w Stoczni im. Lenina w Gdańsku oraz jedna z założycielek i liderek Solidarności; przewodniczący Solidarności z Radomia i Bydgoszczy - Andrzej Sobieraj i Jan Rulewski; Tadeusz Mazowiecki, redaktor naczelny solidarnościowej gazety Solidarność; doradcy Solidarności w tym - Krzysztof Śliwiński, biochemik, i Bronisław Geremek, historyk, oraz Jacek Kuroń, Adam Michnik, Jan Lityński, wcześniejsi członkowie Komitetu Samoobrony Społecznej (KSS„KOR") -nieoficjalnej grupy obrońców praw człowieka założonej w 1976 r. i rozwiązanej 23 września 1981 r. Do grupy tej należy także włączyć wielu wybitnych intelektualistów, którzy wspierali Solidarność oraz ruch reformatorski, który pojawił się w Polsce pod koniec sierpnia 1980 r.

Według nieoficjalnych danych, które otrzymała Amnesty International, internowani byli przetrzymywani w ciężkich warunkach, cele były zimne i przeludnione. Miejsca internowania założono w ewakuowanych więzieniach, w barakach i domach wypoczynkowych dla robotników i wojskowych. Miejscami internowania, o których najczęściej wspominano, było więzienie w Białołęce, Strzebielinku i Jaworznie. Internowane kobiety przetrzymywane były w więzieniach w Olszynce i Fordonie. Temperatury wynosiły poniżej zera. Informacje Amnesty International wskazują, że wielu internowanych było przetrzymywanych w nie ogrzewanych celach, bez ciepłych ubrań. Większość informacji wskazuje, że warunki w jakich są przetrzymywani internowani znacznie się różnią. Warunki w których przetrzymywani byli znani intelektualiści są lepsze od tych których doświadczają robotnicy.

Przed końcem 1981 r. Amnesty International dowiedziało się o uwolnieniu kilku internowanych. Niektórzy donoszą, iż jako warunek uwolnienia podpisali oświadczenie, iż nie będą podejmować „działalności antypaństwowej". Lokalne kościoły zorganizowały sieć pomocy dla internowanych i ich rodzin.

Wprowadzenie stanu wojennego wywołało liczne protesty w wielu regionach kraju. Mimo zakazu strajków i marszy, demonstracje i okupacje fabryk miały miejsce w Gdańsku, Warszawie, Szczecinie, Wrocławiu, Katowicach oraz innych miastach, w kopalniach węgla „Wujek", „Piast", „Ziemowit" na Śląsku. 16 grudnia powiadomiono, że siedem osób zostało zabitych, 41 milicjantów i 39 cywili rannych w wyniku pacyfikacji przez siły bezpieczeństwa strajku górników w kopalni „Wujek". Nieoficjalne informacje donoszą o 14 zabitych w kopalni „Wujek". Ponadto 300 osób zostało ranionych i jedna zabita w starciach w Gdańsku do których doszło 17 grudnia.

Pomiędzy 15 a 31 grudnia warszawskie radio podało informacje o przynajmniej 90 przypadkach aresztowań za organizowanie strajków i dystrybuowanie ulotek. 9 z tych osób zostało skazanych na więzienie przez sąd tymczasowy. W swoim apelu do władz Amnesty International zwróciła uwagę, że żadne dostępne informacje nie wskazują, żeby którakolwiek z tych osób użyła lub wspierała rozwiązania siłowe. Podkreśla też, że informacje te powinny doprowadzić do uwolnienia tych osób. Wśród skazanych znajdowali się Jerzy Kropiwnicki i Andrzej Słowik, działacze Solidarności z regionu łódzkiego. Jak podaje warszawskie radio, 14 grudnia, „wykorzystując publiczny system adresowy doprowadzili do zgromadzenia znaczącej liczby osób" blisko lokalu Solidarności w Łodzi. Pogwałcono w ten sposób artykuł 46 dekretu o stanie wojennym, który zabrania organizowania protestów i strajków. 30 grudnia każdy z nich został skazany na kary 4 i pół roku pozbawienia wolności. Jan Filipek, przewodniczący solidarnościowego komitetu pracowniczego w Bolesławcu, został skazany na karę 3 lat pozbawienia wolności za ogłoszenie strajku protestacyjnego 14 grudnia. Członek Solidarności Andrzej Pawlik został skazany przez sąd na Śląsku na 5 lat więzienia za „rozpowszechnienie ulotek z fałszywymi informacjami mogącymi spowodować zamieszki".

Amnesty International pierwszy raz napisała do władz polskich 16 grudnia. 22 grudnia napisała ponownie podkreślając swój niepokój o osoby internowane oraz aresztowania osób, które w sposób pokojowy korzystały z przysługujących im praw człowieka.

Amnesty International zwróciła uwagę, że według oficjalnych oświadczeń internowanym nie przedstawiano zarzutów o charakterze kryminalnym. Byli oni zatrzymani ponieważ jak stwierdzono, ich wcześniejsze zachowanie dawało podejrzenie, że pozostając na wolności mogliby nie przestrzegać prawa oraz wziąć udział w działalności zagrażającej interesom bezpieczeństwa państwowego. Amnesty International wyraziła szczególne zaniepokojenie faktem, że w czasie obowiązywania stanu wojennego osoby mogą być przetrzymywane przez nieokreślony czas bez postawienia zarzutów, a sądom nie przysługują żadne prawa odnośnie internowanych, co sprawia, że internowani podlegają jurysdykcji milicji obywatelskiej. Zaapelowano o uwolnienie tych wszystkich, którzy są internowani za pokojowe korzystanie z praw człowieka. Informacje o przyczynach ich uwięzienia kwalifikują ich do uznania za więźniów sumienia. Amnesty International apeluje o zniesienie instytucji internowania. Amnesty International wyraża także obawę o zdrowie i bezpieczeństwo internowanych, wskazując na wiele przypadków, gdy byli oni przetrzymywani w ciężkich warunkach, zimnie i przeludnieniu.

Podczas stanu wojennego sądy tymczasowe orzekały w większości przypadków na podstawie kodeksu karnego. Obejmowały one także zarzuty o charakterze politycznym, pokojowym, jak i pogwałcenie prawa o stanie wojennym. Amnesty International nie posiada wszystkich szczegółów tych procedur, ale wyraża obawy, iż jak wskazują oficjalne oświadczenia, internowani nie mają prawa do apelacji i mogą zostać skazani na karę śmierci. Amnesty International nawołuje władze do zrewidowania prawa w czasie trwania stanu wojennego, szczególnie tych elementów które odnoszą się do aresztowania, śledztwa, i rozpraw w celu zapewnienia zagwarantowania uznanych międzynarodowych standardów. Nawołuje do zapewnienia pełnych gwarancji bezpieczeństwa oraz sprawiedliwych otwartych procesów wszystkim, którym przedstawiono zarzuty o charakterze kryminalnym. Przypomina także jeszcze raz o swoim bezwarunkowym sprzeciwie wobec stosowania kary śmierci we wszystkiego rodzaju sprawach.

Amnesty International nie dowiedziała się o żadnych przypadkach orzeczenia kary śmierci ani o wykonaniu wyroku w 1981 r. Jednakże kara śmierci jest nadal utrzymana. Podczas obowiązywania stanu wojennego obszar podlegający karze śmierci uległ poszerzeniu o sprawy orzekane przez sądy doraźne, w sprawach gdzie wcześniej najwyższy wymiar kary wynosił 8 lub więcej lat.

Tłumaczenie:

Ola Jackowska 

  

01:40, maraton-amnesty , Archiwalia
Link Dodaj komentarz »
1980
 

Amnesty International śledziła rozwój praw człowieka na tle poważanych przemian politycznych i społecznych. Wybuch strajków w lipcu 1980 r. doprowadził do podpisania porozumienia 31 sierpnia pomiędzy Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym w Gdańsku a władzami. W porozumieniu zawarto zapisy, dzięki którym zezwolono na powstanie niezależnych związków zawodowych, zwolniono wszystkich więźniów politycznych oraz zadeklarowano zaprzestanie ścigania poszczególnych osób za ich poglądy. Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność", z liczbą członków wynoszącą około 12 milionów, został oficjalnie zarejestrowany 10 listopada 1980 r. 5 sierpnia 1980 r. Pierwszy Sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Edward Gierek został zastąpiony przez Stanisława Kanię.

Do czasu podpisania porozumień gdańskich kontynuowano falę represji z poprzednich lat (patrz: Raport Amnesty International 1980). Wzrastająca liczba członków  nieoficjalnych grup obrońców praw człowieka i praw obywatelskich, zapoczątkowana w 1976 r., była zatrzymywana w policyjnych izbach zatrzymań na czas do 48 godzin, dokonywano aresztowań motywowanych politycznie, wszczynano procesy, wyroki zapadały w oparciu o  fałszywe zarzuty o charakterze kryminalnym. W skład ruchu praw człowieka wchodził m.in.: Komitet Samoobrony Społecznej (KSS„KOR"), Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO), „komitety samoobrony" zakładane przez studentów, rolników, wierzących oraz inni, jak nieoficjalne związki zawodowe. W maju 1980 r. Amnesty International apelowało o uwolnienie członka ROPCiO, Tadeusza Szczudłowskiego oraz Dariusza Kobzdeja z Ruchu Młodej Polski, innej nieoficjalnej grupy.  Zostali oni aresztowani 3 maja 1980 r. po przemówieniu na nieoficjalnym wiecu w Gdańsku, którego celem było uczczenie rocznicy pierwszej polskiej konstytucji z 3 maja 1791 r. Na wiec przybyło około 4,000 osób. Znaczna ich część przyznała się do faktu pobicia przez policję. Tadeusz Szczudło i Dariusz Kobzdej zostali prawdopodobnie pobici w trakcie przewożenia ich na posterunek policji. 5 maja zostali skazani przez Kolegium do spraw Wykroczeń na trzy miesiące pozbawienia wolności. Zarzuty im postawione nie są znane Amnesty International. Wyrok ten utrzymano podczas rozprawy apelacyjnej 11 czerwca.

12 czerwca 1980 r. Mirosław Chojecki, kierownik „Nowej", wydawnictwa publikującego zakazane przez cenzurę prace oraz Bogdan Grzesiak, drukarz „Nowej", zostali skazani za przywłaszczenie własności publicznej, po tym jak przyjęli od pracowników państwowego domu wydawniczego powielacz przeznaczony wcześniej na złom. Obserwatorowi Amnesty International przeszkodzono we wzięciu udziału w rozprawie. Oskarżeni zostali skazani na karę 18 miesięcy pozbawienia wolności, w zawieszeniu na 3 lata. Nieprzepisowe działania do jakich dochodziło podczas ich zatrzymania w okresie poprzedzającym rozprawę budzą obawy Amnesty International. Dostępne informacje kwalifikują ich do uznania za więźniów sumienia.

Również Marka Kozłowskiego stowarzyszonego z KSS„KOR" można uznać za więźnia sumienia. W czerwcu 1979 r. poinformował on KSS„KOR" o Tomaszu Kościeliku, robotniku ze Słupska, który został poszkodowany w wyniku napaści funkcjonariuszy policji. W późniejszym okresie milicjant zamieszany w sprawę został osądzony i skazany. Natomiast sam Marek Kozłowski był wielokrotnie bity, zastraszany oraz przesłuchiwany przez służby bezpieczeństwa. 1 czerwca uznano go winnym  „groźnego zachowania" oraz skazano na karę 19 miesięcy pozbawienia wolności. Amnesty International uważa, że zarzuty przedstawione w sprawie były fałszywe a Marek Kozłowski został skazany za swoją działalność na rzecz KSS „KOR".

Obawy Amnesty International budzi sprawa zatrzymania powszechnie znanych działaczy na okres do 48 godzin w policyjnej izbie zatrzymań. W większości przypadków ich mieszkania zostały przeszukane, a posiadane przez nich rzeczy, takie jak nieoficjalna literatura i gazety, skonfiskowane. W ostatnim roku były to najczęściej używane metody zastraszania. Liczne opinie zwracają uwagę na fakt, iż wielu działaczy grup praw człowieka i obywatela, było wielokrotnie aresztowanych i przetrzymywanych na czas do 48 godzin, i następnie zwalniane bez postawienia zarzutów. Niektórzy byli bici i zastraszani podczas zatrzymania, inni zamykani w celach więziennych bez żadnych wyjaśnień i zwalniani po 48 godzinach. Niektórzy byli natychmiast po zwolnieniu aresztowani ponownie.

Wzrost liczby aresztowań zanotowano w okresie nieoficjalnych spotkań i demonstracji. Na przykład w dniu 26 maja 1980 r. ponad 70 osób zostało zatrzymanych na czas do 48 godzin podczas wiecu w sprawie więźnia sumienia Jana Kozłowskiego. Jan Kozłowski, członek Komitetu Samoobrony Rolników 1 lutego 1980 r. został skazany na karę 2 lat pozbawienia wolności pod zarzutem napaści. Wyrok, mimo apelacji, został utrzymany w mocy.

W czerwcu 1980 r. powiadomiono Amnesty International o przypadkach zatrzymania w dniu 25 czerwca osób  stowarzyszonych z nieoficjalnym pismem rzymsko- katolickim „Spotkania" w Lublinie, współpracowników „Robotnika" niedaleko Rzeszowa w dniu 22 czerwca oraz członków KSS „KOR" i członków Studenckiego Komitetu Solidarności w Poznaniu 22 czerwca 1980 r.

W następstwie wybuchu strajków w czerwcu 1980, które rozprzestrzeniły się stopniowo na całą Polskę, członkowie KSS„KOR" oraz inni działacze na rzecz obrony praw człowieka i obywatela, zbierali informacje dotyczące strajków o których nie wspominano w oficjalnych informacjach. Powiadomiono Amnesty International, że wraz z rozprzestrzenieniem się strajków odnotowano wzrost liczby zatrzymań działaczy na czas do 48 godzin. W niektórych przypadkach byli oni prawdopodobnie bici. 11 sierpnia doszło do pierwszego znanego przypadku zatrzymania osoby strajkującej.

20 sierpnia Polska Agencja Prasowa podała pierwszą informację na temat strajków. Niedługo potem ponad 20 działaczy rozpowszechniających informacje o strajkach zostało aresztowanych w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Szczecinie i Krakowie. Niektórych zatrzymano na 48 godzin, innych, po każdych 48 godzinach przenoszono na inny posterunek i jednocześnie za każdym razem aresztowano na nowy okres. Pozwoliło to na zachowanie przepisów o czasie zatrzymania. 21 sierpnia, po otrzymaniu wiadomości o ich zatrzymaniu, Amnesty International zwróciła się z apelem do władz polskich o ich uwolnienie. Dalsze apele o ich uwolnienie, oraz apele o uwolnienie więźniów sumienia, Edmunda Zadrożyńskiego, Marka Kozłowskiego i Jana Kozłowskiego, zostały wysłane 27 sierpnia 1980 r. (patrz: Raport Amnesty 1980).

W dniu 31 sierpnia rząd zgodził się na 21 postulatów Komitetu Strajkowego w Stoczni im. Lenina w Gdańsku. Zobowiązał się w nim do zwolnienia więźniów politycznych, zwolnienia mimo nie zakończonych spraw, Edmunda Zadrożyńskiego, Marka Kozłowskiego, Jana Kozłowskiego oraz zakończenia postępowań za przekonania w stosunku do pojedynczych osób. W ciągu 24 godzin oraz po 20 sierpnia wszyscy ci zatrzymani zostali zwolnieni. Niedługo potem Amnesty International dowiedziało się o zwolnieniu 3 osób uznanych za więźniów sumienia.

Protest kontynuowano po porozumieniu gdańskim, w celu wymuszenia wdrażania porozumień przez rząd. W dalszym ciągu kontynuowano represje w stosunku do działaczy. Amnesty International otrzymała liczne informacje, że dysydenci zaangażowani w powoływanie niezależnego związku zawodowego „Solidarność" byli zatrzymywani i przesłuchiwani w związku z ich przynależnością do „Solidarności" oraz w niektórych sprawach KSS„KOR". Pod koniec 1980 r. liczba zatrzymań w tego typu sprawach uległa zwiększeniu.

Wśród zwiększających się ataków mediów oficjalnych na „siły antysocjalistyczne" oskarżanych o wtrącanie się w wewnętrzne sprawy Polski, Leszek Moczulski, lider małej, nieoficjalnej grupy o charakterze narodowym, znanej jako Konfederacja Polski Niepodległej, 24 sierpnia został aresztowany i oskarżony o „zniesławienie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i jej organów" oraz o „uczestnictwo w organizacji wraz z podmiotami kryminalnymi". Jego aresztowanie poprzedziła publikacja w RFN, w której udzielając wywiadu określił KPN jako partię opozycyjną. Jej celem miała być „suwerenna i niezależna Polska, wolna od władzy sowieckiej oraz od totalitarnej dyktatury Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej". Dwaj inni członkowie KPN, Tadeusz Stański i Zygmunt Golawski, zostali aresztowaniu pod podobnymi zarzutami. Oskarżony został także Wojciech Ziembiński, członek ROPCiO.

        

20 listopada doszło do przeszukiwań policji w biurze Solidarności w Warszawie. Jan Narożniak, wolontariusz pracujący w drukarni biura, został aresztowany i oskarżony o naruszenie tajemnicy państwowej. Wcześniej znaleziono i powielono w biurze Solidarności dokument, pochodzący z biura Prokuratora Generalnego, w którym daje on wskazówki prokuraturom lokalnym, w sprawie postępowania wobec dysydentów. Wydaje się to potwierdzać wzorzec stosowanych represji w stosunku do działaczy, który wcześniej opisywała Amnesty International. 25 listopada Piotr Sapelo, pracownik centrum powielania dokumentów w Prokuraturze Generalnej, który wcześniej przekazał ten dokument Janowi Narożniakowi, sam został aresztowany pod podobnymi zarzutami. 24 listopada, po tym jak władze odmówiły Solidarności zwolnienia Jana Narożniaka, robotnicy zajęli fabrykę Ursus, koło Warszawy. 25 listopada zagrozili strajkiem generalnym, jeśli Jan Narożniak, Piotr Sapelo, Leszek Moczulski, Wojciech Ziembiński, Tadeusz Stański i Zygmunt Goławski nie zostaną zwolnieni. 26 listopada Amnesty International zaapelowała o ich uwolnienie i stwierdziła, iż mogą oni zostać uznani za więźniów sumienia. 27 listopada Jan Narożniak i Piotr Sapelo zostali warunkowo zwolnieni. Groźba strajku generalnego została oddalona.

W odpowiedzi na dalsze represje skierowane w stosunku do swoich członków, jak i działaczy ruchu na rzecz obrony praw człowieka i obywatela, w związku z naruszeniem postanowień gdańskich, Solidarność ogłosiła decyzję ustanowienia   Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania.

W grudniu trzej dalsi członkowie KPN zostali aresztowani i oskarżeni: Tadeusz Jandziszak z Wrocławia, Krzysztof Bzdyl z Krakowa i Jerzy Sychut ze Szczecina.

9 stycznia 1981 r. Amnesty International zaapelowało do Stanisława Kani, o uwolnienie 7 osób. Troskę Amnesty International budzi prawo, sposób w jaki zostali aresztowani, zatrzymani, sądzeni i skazani na więzienie za pokojowe korzystanie z  przysługujących im praw człowieka.

24 stycznia inny członek KPN, Romuald Szeremietiew został aresztowany w Warszawie. 6 marca, członkom KPN, Leszek Moczulski, Romuald Szeremietiew, Tadeusz Stański i Tadeusz Jandziszak wskazano jako podstawę prawną zatrzymania artykuł 123 i 128 kodeksu karnego. Stanowi on, iż karze podlega ten „Kto mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części terytorium, obalenie przemocą ustroju lub osłabienie mocy obronnej Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą do urzeczywistnienia tego celu"[1]. Amnesty International zakwalifikowała wszystkie 8 zatrzymanych osób jako więźniów sumienia. Amnesty International jest zaniepokojona również tym, iż mimo, że osoby te nie zostały jeszcze osądzone, to w oficjalnych wiadomościach podano, że członkowie KPN spiskowali w celu obalenia państwa. Dostępne informacje wskazują, że żaden z nich nie użył ani nie popierał użycia siły, a zostali aresztowani za wyrażenie swoich nieprzechylnych opinii pod adresem władz.

Amnesty International przyjęła z zadowoleniem zwolnienie 13 marca Wojciecha Ziembińskiego, po tym jak przeszedł zawał serca oraz 23 kwietnia uwolnienie Jerzego Sychuty. Obawy budzi fakt, iż wytoczone przeciw nim procesy są kontynuowane.

Amnesty International badała 6 przypadków osób skazanych za szpiegostwo. Oskarżonym odmówiono legalnych gwarancji bezpieczeństwa a rozprawy były filmowane.

Amnesty International w dalszym ciągu martwi wadliwe funkcjonowanie prawa w kwestii zatrzymań na czas śledztwa, w szczególności szerokie uprawnienia przyznane prokuraturze krajowej i policji oraz ograniczenia w dostępie przez podejrzanego do prawnika i rodziny przed skierowaniem aktu oskarżenia do sądu. 3 lutego, Minister Sprawiedliwości, Jerzy Bafia, ogłosił, że Ministerstwo Sprawiedliwości pracowało nad nowelizacją prawa karnego. Kwestie, które szczególnie miano znowelizować dotyczyły wstępnych przesłuchań, czasowego zatrzymania, zasięgu oraz zastosowanie kary śmierci.

Kara śmierci została utrzymana, jednak  w ciągu tego roku Amnesty International nie otrzymała żadnych informacji dotyczących orzeczonych wyroków kary śmierci czy dokonanych egzekucji.

Tłumaczenie:

Ola Jackowska

        



[1] Igor Andrejew, Witold Świda, Władysław Wolter „Kodeks karny z komentarzem"; Wydawnictwa Prawnicze 1973; s. 392

01:38, maraton-amnesty , Archiwalia
Link Komentarze (1) »
1979

Głównym przedmiotem troski Amnesty International były oficjalne prześladowania obrońców praw człowieka przy użyciu różnego typu metod, w tym zatrzymanie na 48 godzin w policyjnych izbach zatrzymań, doraźne skazywanie na kary do 3 miesięcy pozbawienia wolności, areszt motywowany politycznie, proces oraz wyrok na podstawie fałszywych oskarżeń o charakterze kryminalnym. Troskę budzą odnotowane przypadki brutalności policji i warunki przetrzymywania - w szczególności traktowanie zatrzymanych w policyjnych izbach zatrzymań oraz zatrzymanie w celu przeprowadzenia śledztwa. W niektórych sprawach przekazanych Amnesty International, legalne gwarancje  bezpieczeństwa oraz procedury postępowania sądowego były wadliwe. Kara śmierci jest nadal utrzymywana, w ciągu roku odnotowano egzekucje.

 

Okres brany  pod uwagę cechował się zwiększeniem represji skierowanych przez władze w stosunku do członków i sympatyków nieoficjalnych grup tworzonych w celu obrony praw człowieka i obywatela. Odnotowano, że grupy, które wywodzą się z utworzonego jesienią 1976 roku w Warszawie przez grupę intelektualistów Komitetu Obrony Robotników (KOR), mającego na celu zapewnienie  pomocy oraz wsparcia finansowego robotnikom oskarżonym lub uwięzionym po strajkach w Radomiu i Ursusie w czerwcu 1976 roku, zwiększyły swoją aktywność oraz liczbę członków. Grupy te łączą teraz Komitet Samoobrony Społecznej (KSS) - przekształcony KOR, Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela,  komitety samoobrony rolników, komitet samoobrony ludzi wierzących, Studencki Komitet Solidarności, Towarzystwo Kursów Naukowych oraz Wolne Związki Zawodowe (w Radomiu, Gdańsku, Szczecinie, Sopocie i Katowicach). Nieoficjalne publikacje regularnie wydawane przez te grupy dostarczają informacji o arbitralnych i niekonstytucyjnych aktach władz oraz o indywidualnych ofiarach łamania praw człowieka.

 

Wzrost oraz szerszy zakres zatrzymań w policyjnych izbach zatrzymań do 48 godzin (maksymalny czas na jaki można zatrzymać osobę bez oficjalnego postawienia zarzutów), jak uważa Amnesty International, miał na celu zastraszenie członków oraz sympatyków nieoficjalnych grup obrońców praw człowieka. Wielu czołowych działaczy, między innymi-członków KSS„KOR" takich jak Jacek Kuroń, Henryk Wujec, Jan Lityński, Piotr Naimski i Adam Michnik, było wielokrotnie zatrzymywanych na czas znacznie przekraczający 48 godzin, będąc ponownie aresztowanych natychmiast po formalnym zwolnieniu. Jako przykład można podać przypadek Mirosława Chojeckiego, kierownika nieoficjalnego wydawnictwa „Niezależna Oficyna Wydawnicza" („NOWA"), który spędził około pięciu miesięcy w areszcie policyjnym bez wyroku sądowego między wrześniem 1976 r. a marcem 1980 r. Spotkania KSS„KOR" były wielokrotnie uprzedzane przez pośpieszne aresztowania biorących w nich udział działaczy. W wyniku podobnych działań, Towarzystwo Kursów Naukowych, utworzone w celu wypełnienia niedostatków w oficjalnych programach edukacyjnych i które rozpoczęło nowy cykl odczytów w listopadzie 1979 r., zostało zmuszone do odwołania publicznych odczytów i skupienia się na małych seminariach.

 

We wrześniu 1979 r., kiedy „Robotnik" opublikował „Kartę Praw Pracowników", wielu jej sygnatariuszy aresztowano i zatrzymano w celu przesłuchania w Gdańsku, Szczecinie, Radomiu i Katowicach.

 

Władze wielokrotnie uciekały się do masowych zatrzymań w celu zapobieżenia nieoficjalnym demonstracjom mających uczcić wydarzenia z historii Polski. Co najmniej 90 osób w Warszawie, Gdańsku i Lublinie uważa się za zatrzymanych przed 11 listopada 1979 r., w 61 rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę. W ciągu 10 dni poprzedzających 13 listopada 1979 r., rocznicę upamiętniającą zamordowanie robotników podczas protestów w Gdańsku w 1970 r., grupa 200 osób, w tym czołowych działaczy Wolnych Związków Zawodowych, została aresztowana. Grupa robotników z fabryki Elektromontaż w Gdańsku, która wzięła udział w demonstracjach została w wyniku tego zwolniona z pracy. Jeden z nich, Tadeusz Szczepański, dwudziestoletni kierowca oraz członek nieoficjalnego Komitetu Założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, w dzień po zwolnieniu „zaginął" w dniu 16 stycznia 1980 r. Jego zmaltretowane ciało znaleziono w rzece 18 marca. Przyczyn jego śmierci nie ustalono.

 

Szeroko zakrojone zatrzymania miały miejsce także w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Lublinie, Gdańsku, Sopocie i Gdyni. Miały one miejsce przed wyborami 23 marca oraz po tym, jak KSS"KOR" oraz inne  nieoficjalne grupy rozpowszechniały ulotki wzywające do bojkotu wyborów. Grupy te oceniają, że w okresie między 1 a 23 marca 1980 r., 168 osób zostało zatrzymanych, dokonano przeszukania w 126 domach. Grupa zatrzymanych przez policję w ciągu ostatniego roku, donosi, iż podczas przesłuchań, grożono im pobiciem oraz zamordowaniem, oskarżano o kradzież czy szpiegostwo oraz straszono umieszczeniem w szpitalu psychiatrycznym, jeśli nie zgodzą się zaprzestać działalności na rzecz obrony praw człowieka. Także przykłady innych osób świadczą, iż byli oni prawdopodobnie bici, kopani oraz poddawani innym środkom znęcania psychicznego. Janowi Świtoniowi z Katowic, pracownikowi gazety „Robotnik", prawdopodobnie przypalano twarz papierosami podczas zatrzymania w Zawierciu 23 lutego 1980 r. 18 marca Tomasz Michalak, fotograf i pracownik wydawnictwa „Nowa", został zrzucony przez policję ze schodów po tym jak został zatrzymany na 48 godzin. 21 i 22 marca został ponownie zatrzymany i prawdopodobnie pobity przez policję.

 

25 lutego 1980 r. Krzysztof Lechowski student udzielający poparcia KSS „KOR" oraz wspierający „Robotnika", został wezwany na wojewódzki posterunek milicji w Pałacu Mostowskich w Warszawie. Wedle jego pisemnego oświadczenia, był bity pięściami, a jego głową uderzano o mur, kiedy odmówił odpowiedzi na pytania podczas przesłuchania; jeden ze śledczych wkładając mu do ucha ołówek, groził przebiciem mu bębenka, wylewano na niego gorącą wodą, grożono oblaniem wrzątkiem oraz poddaniem elektrowstrząsom. Działania te zaprzestano dopiero, gdy zgodził się podpisać oświadczenie, w którym zrzekał się dalszej współpracy z KSS „KOR".

 

Władze wydają się nic nie robić w kierunku ograniczenia brutalności policji. Odnotowano jedynie sporadyczne przypadki rekompensaty otrzymanej przez ofiary, które zgłosiły w tej spawie skargi. Jedyna skarga tego typu, o której wiadomo Amnesty International, do której doszło w marcu 1980 r. wniesiona została przez Tomasza Kościewicza ze Słupska. W jej wyniku aresztowano i skazano dwóch funkcjonariuszy policji pod zarzutem pobicia po tym jak Tomasz Kościewicz odmówił oczyszczenia ustępu podczas zatrzymania. 

 

W ostatnich latach formalnie nie przedstawiano zarzutów ani nie postawiono przed sądem dysydentów. Ta sytuacja uległa zmianie od początku września 1979 r. Przynajmniej 6 działaczy praw człowieka zostało skazanych przez Kolegium do spraw Wykroczeń na kary do 3 miesięcy pozbawienia wolności. W ten sposób, 24 marca 1980 r. Adam Wojciechowski, czołowy działacz Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela oraz członek Amnesty International, wraz z Anatolem Lawiną - członkiem KSS „KOR", zostali skazani na kary, odpowiednio dwóch i trzech miesięcy pozbawienia wolności pod zarzutem zakłócania porządku publicznego oraz zanieczyszczania miejsc publicznych, po tym jak rozpowszechniali ulotki nawołujące do bojkotu wyborów z 23 marca. Adam Wojciechowski został skazany na karę dwóch miesięcy więzienia we wrześniu 1979 r. po próbie uniemożliwienia przeszukania jego mieszkania przez funkcjonariuszy policji motywując to nieważnością nakazu rewizji, którym dysponowali funkcjonariusze.

 

10 listopada 1979 r. Andrzej Czuma, Wojciech Ziembiński, Józef Jankowski i Bronisław Komorowski zostali skazani na kary do trzech miesięcy pozbawienia wolności pod zarzutem „znieważenia obywateli Polski przez utrzymywanie, iż nie są oni wolni" oraz „tamowanie ruchu drogowego" po tym jak przemawiali na nielegalnej demonstracji w 61 rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Zwykle osoby skazane w ten sposób zostają skierowane do obozów pracy, gdzie pracują przez 7 dni w tygodniu wykonując ciężkie prace fizyczne, jak czyszczenie i praca na budowach na rzecz lokalnych władz. Dodatkowo, od 1979 r.  nasila się tendencja do skazywania dysydentów na podstawie, jak uważa Amnesty International, nieprawdziwych zarzutów o charakterze kryminalnym. Kazimierz Świtoń, jeden z założycieli Komitetu na rzecz Wolnych Związków Zawodowych w Katowicach oraz członek rady redakcyjnej „Robotnika", został skazany w marcu 1979 roku na rok pozbawienia wolności pod zarzutem „napaści na funkcjonariuszy policji". Rolnik, Jan Kozłowski, założyciel Tymczasowego Komitetu Niezależnych Związków Zawodowych Rolników oraz redaktor nieoficjalnej gazety publikowanej przez niezależny ruch chłopski, 1 lutego 1980 roku został skazany na karę dwóch lata pozbawienia wolności pod zarzutem napaści. W kwietniu 1979 r. Tomasz Michalak , fotograf pracujący dla nieoficjalnego wydawnictwa „Nowa" został aresztowany pod zarzutem fałszerstwa. Pod naciskiem opinii publicznej został zwolniony, jednak nie wycofano postawionych mu zarzutów. Niedawno 25 marca 1980 r. Mirosław Chojecki, kierownik „Nowej" został aresztowany pod zarzutem przywłaszczenia własności publicznej. W momencie pisania raportu jest on przetrzymywany w więzieniu na Mokotowie w Warszawie. Innym przykładem jest osoba emerytowanego robotnika metalowego, Edmunda Zadrożyńskiego z Grudziądza, aresztowanego w lipcu 1979 r. pod zarzutami przestępstw pospolitych o charakterze kryminalnym i gospodarczym. Najpoważniejsze z nich obejmuje podżeganie swojego syna Mirosława do kradzieży i regularne czerpanie z tego korzyści. 15 marca 1980 r. został on skazany na karę trzech lat pozbawienia wolności, choć dwaj główni świadkowie oskarżenia (w tym jego syn Mirosław) jednocześnie broniący się w tej samej sprawie, zaprzeczając swoim wcześniejszym oświadczeniom, stwierdzili, że złożyli je pod naciskiem prokuratury i policji. Obydwaj jednak odwołali później te zeznania, z tym, że jeden z nich, w tym samym czasie pojawił się z widocznymi śladami pobicia.

 

Powszechną cechą we wszystkich tych sprawach jest fakt, ze oskarżeni byli aktywnymi członkami nieoficjalnych grup krytykujących politykę rządu oraz doświadczyli różnego typu form zastraszania, w szczególności byli zatrzymywani oraz grożono im więzieniem. Podczas rozpraw sądowych, przedstawione im zarzuty były niewystarczające. Istnieją przesłanki, iż zeznania były wymuszane na świadkach pod naciskiem policji. Członkowie Amnesty International - austriacki prawnik dr Gunther Hagen i francuska prawniczka Francoise Cotta, uczestniczyli jako obserwatorzy w rozprawie Edmunda Zadrożyńskiego. Na podstawie ich raportów, Amnesty International wnioskuje, że Edmundowi Zadrożyńskiemu oraz głównym świadkom, odmówiono legalnych gwarancji bezpieczeństwa. Dowody skierowane przeciw Edmundowi Zadrożyńskiemu były słabe i sprzeczne, co powinno spowodować jego uniewinnienie. Szereg dalszych zarzutów przeciwko Edmundowi Zadrożyńskiemu ma być rozpatrzonych przez sąd wyższej instancji.

 

Sprawa Edmunda Zadrożyńskiego naświetla pewne aspekty polskiego systemu sądowego, które narażone są na nadużycia. Spośród nich najważniejsze są rozległe uprawnienia powierzone prokuraturze krajowej i policji. Śledztwa oraz przesłuchania w sprawach należą do jurysdykcji prokuratury krajowej i mogą być prowadzone przez policję na podstawie wcześniejszego upoważnienia. Prokuratura krajowa może odmówić oskarżonemu dostępu do adwokata do czsu kiedy nie zostanie zamknięte śledztwo. W sprawie Edmunda Zadrożyńskiego, odnotowano, że w trakcie prowadzonego przez sześć miesięcy przez policję śledztwa, zabronione mu było kontaktowanie się ze swoim adwokatem. Amnesty International uważa, że takie warunki nie zapewniają odpowiednich gwarancji bezpieczeństwa oraz uczciwego procesu. W listopadzie 1979 r. Amnesty International wyraziło swoje obawy wobec zatrzymania Alicji Wesołowskiej, 35-letniej pracowniczki Programu Narodów Zjednoczonych do spraw Rozwoju (UNDP), aresztowanej w Warszawie 10 sierpnia 1979 r. podczas podróży pod auspicjami UNDP w celu objęcia nowej posady w Ułan Bator. Od momentu jej aresztowania była ona przetrzymywana bez możliwości nawiązania kontaktu. Amnesty International nalega na umożliwienie jej dostępu do adwokata z wyboru oraz umożliwienie uczestniczenia w rozprawie urzędników ONZ, doradców organizacji oraz międzynarodowych obserwatorów. Odnotowano, iż Alicja Wesołowska miała dostęp do adwokata jedynie w grudniu 1979 r. Amnesty International nie jest wiadome czy miała ona wystarczający dostęp do swojego adwokata. Władze odrzuciły prośbę dr Kurta Waldheim'a, Sekretarza Generalnego ONZ, na zezwolenie przysłania na sprawę obserwatora ONZ. Szwedzkiemu sędzi akredytowanemu przy Międzynarodowej Komisji Prawników jako obserwatorowi, odmówiono prawa wjazdu do Polski. 7 marca 1980 r. Alicja Wesołowska została skazana na karę 7 lat pozbawienia wolności, pozbawienie praw publicznych na okres 5 lat, konfiskatę majątku oraz grzywnę. Wyrok wydał Sad Wojskowy przedstawiając zarzut szpiegostwa na rzecz jednego z państw członkowskich Paktu Północnoatlantyckiego. Alicja Wesołowska przyznała się do winy. Rozprawę rejestrowano.

 

Amnesty International bada 4 inne przypadki osób oskarżonych o szpiegostwo. We wszystkich tych sprawach oskarżonym nie zapewniono gwarancji bezpieczeństwa, a rozprawy były filmowane.

 

W czerwcu 1979 r. parlament uchwalił nowelizację prawa dotyczącego służby wojskowej. Wśród wprowadzonych zmian znajdują się klauzule pozwalające na odbycie zastępczej służby wojskowej dla osób, które są niezdolne psychicznie do odbywania jej w siłach wojskowych. W styczniu 1980 r. przewodniczący Ministerstwa Wyznań Religijnych powiedział Reuters'owi, że nowe prawo zezwala obywatelom polskim na określenie siebie jako świadomych „objectorów" oraz na wybór odbycia zastępczej służby wojskowej.

 

W ciągu roku, Amnesty International dowiedziała się o skazaniu 8 osób na karę śmierci za szczególnie poważne zabójstwa. W dwóch przypadkach znanych Amnesty International - wyrok wykonano.

Tłumaczenie:

Ola Jackowska

01:35, maraton-amnesty , Archiwalia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 grudnia 2006
Byli więźniowie sumienia wspominają - cz. 2
 

Pamięta Pan jakieś codzienne sytuacje z więzienia? Czy coś zapadło Panu szczególnie w pamięci? Jakie były relacje między strażnikami a więźniami? Jak Pan wspomina ten okres?

 

M.Ch.:Więzienie na ulicy Rakowieckiej jest takim więzieniem, do którego jak już się wchodzi, to zwykle na dłużej. Ja miałem ten przywilej, że kilkakrotnie mnie tam wsadzano (...) i kiedy już po raz trzeci czy czwarty zajechała suka ze mną w środku, klawisze zapytali:" Panie Mirosławie, teraz na długo?" Trzeba wziąć pod uwagę że nigdy klawisz do więźnia nie odzywa się „Proszę Pana", zawsze jest „Ty". Natomiast taki więzień który wraca tam po raz trzeci lub czwarty, jest uznawany za więźnia „wyższej rangi"

Myślę że w Polsce Ludowej byłem na pewno więźniem, który miał bardzo dobre relacje ze służbą więzienną. Co nie oznacza dobrych relacji ze Służbą Bezpieczeństwa, bo to zupełnie co innego.


Z.R.:
Ja dosyć dobrze znosiłem więzienie. Moja żona, która również była aresztowana - dużo gorzej. Pierwszy okres było głodno, nie dostawałem żadnych paczek a to wyżywienie które dostarczano  było bardzo marne i ograniczone. Pamiętam zdenerwowanie związane z przesłuchaniami i z tym co dalej będzie, ale przede wszystkim głód.


H.W.:
To zależy gdzie. W aresztach śledczych przy Komendach Dzielnicowych strażnicy byli zupełnie obojętni.

W więzieniach zaś byli już zawodowi strażnicy więc zachowywali się jak na zawodowców przystało - wypełniali rozkazy i zalecenia władz. Nie nadużywali przemocy, w normalnych warunkach zachowywali obojętność a czasem zdarzały się i wyrazy sympatii. Ale jak przychodził rozkaz, że danego więźnia trzeba  pobić, to go pobili bez skrupułów. Oczywiście służyły do tego specjalne cele z których nie dochodziły żadne odgłosy i nie zostawiało się śladów. Znacznie bardziej agresywni byli funkcjonariusze SB bo oni wykonywali zadania polityczne, ale to już zupełnie inna historia.


Wracając do dzisiejszych czasów, czy uważa Pan, że pisanie listów w obronie konkretnych osób - więzionych i prześladowanych - jako sposób nacisku na władzę ma jakikolwiek sens?

 

J.C.: Tak, gdyż pokazuje, że jest poparcie społeczne dla konkretnych osób czy dla danych więźniów sumienia. Po wyjściu sami zaczęliśmy wydawać w drugim obiegu Biuletyn Amnesty International  po polsku. Wiele osób nam wtedy zarzucało - był to 1986,87 rok - że interesujemy się więźniami gdzieś tam w Birmie, Chinach czy na Kubie  skoro u nas są więźniowie sumienia. A myśmy chcieli pokazać, że podobne problemy występują wszędzie, nie tylko w Polsce.


M.Ch.:
Myślę sobie, że wszelkie działania, które są podejmowane w obronie ludzi niesłusznie skazywanych, mają sens. Szczególnie te działania, które skierowane do władz odpowiedzialnych za represje.

Wszelkie władze na całym świecie  lubią być kochane. Kochane przez własne społeczeństwa i społeczność międzynarodową. Myślę, ze trzeba im uświadamiać możliwie czesto, że wcale nie są takie piękne jak im się wydaje. Trzeba im uświadamiać ze czynią dużo zła i wszelkie działania, które to właśnie robią maja głęboki sens.


Z.R.:
O tyle o ile przypomina władzom, że ktoś na świecie o tych ludziach pamięta - jak najbardziej. Bo najgorszą rzeczą jest, jeżeli się okazuje, że można człowieka aresztować, on ginie i nikt o nim nie pamięta. Wtedy mogą się zdarzyć takie rzeczy jak w Argentynie, gdzie wyrzucano ludzi z samolotu - władze miały „święty spokój" i „pozbywały" się kłopotów.  Opinia publiczna jest bardzo istotna. Nie sądzę, żeby listy bezpośrednio przekonały juntę argentyńską do humanitarnego zachowania, ale w tej chwili jest to pewien element,  z który najrozmaitsze reżimy muszą się liczyć.


H.W.:
Tak. Zainteresowanie i reakcja opinii publicznej  na losy osoby, która siedzi w więzieniu są często skuteczne i doprowadzają do jej uwolnienia. Przynosiły efekt nawet na Kubie i w Chinach, gdzie w dalszym ciągu reżim stosuje represje wobec społeczeństwa.


Gdyby ktoś na ulicy Pana spytał czy warto brać udział w  Maratonie Pisania Listów, co by Pan mu odpowiedział?

 

J.C.: Odpowiedziałbym, że warto. Po pierwsze dlatego, że w ten sposób można pomóc osobom, o których uwolnienie się pisze. Po drugie, jest to dobre dla autorów listów, gdyż otwiera ich na problemy świata i innych ludzi Wydaje mi się że świadomość praw człowieka w Polsce  się poprawia w perspektywie tego co było dwadzieścia parę lat temu. Społeczeństwo się mobilizuje, gdy te prawa są łamane. I to jest dobry znak.


M.Ch.:
Myślę że żaden człowiek, żaden z nas nie żyje wyłącznie sobą i dla siebie. Żyjemy także dla innych: dla rodziny, przyjaciół, dla naszej lokalnej społeczności. Ale niezwykle ważne jest by nie zamykać się tylko w kręgu swoich czterech ścian - trzeba patrzeć nieco dalej i dostrzegać te krzywdę, która dzieje się innym. Albo jesteśmy wrażliwi i wówczas będziemy starali się pomoc innym, albo mamy po prostu serce z kamienia i wówczas już nic do nas nie dotrze.


Z.R.:
Sądzę, że jesteśmy do tego w jakiś sposób zobowiązani. Nie liczę na niebywałe sukcesy, bo reżimy są na ogółu uparte, dyktatorskie i bardzo okrutne. Natomiast myślę, że jest to wyraz naszej solidarności, której jest coraz mniej. Zachęcajmy Polaków do solidarności. Po tylu latach przypomnijmy że coś takiego było i wciąż jest - to rzecz bardzo ważna.


Czy czuł się Pan i wciąż czuje byłym więźniem sumienia?

 

M.Ch.: Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, bo ja się w ogóle nie czuję więźniem. Ja nigdy się więźniem nie czułem, bowiem w zniewolonym kraju starałem się żyć jak wolny człowiek. Według mnie wolnym można być także w więzieniu.

 

Czy ma Pan jakieś życzenie dla świata?        

 

Z.R.: -Żeby świat zrozumiał jedną rzecz - że będzie się globalizował czy to się komuś podoba czy nie. Problem jest tylko jeden - na jakich zasadach to się odbędzie. Uważam, że nie jest możliwe integrowanie świata wyłącznie na podstawach ściśle gospodarczych. Wydaje mi się, że do tego, by ta integracja przebiegała w sposób bezkolizyjny, bezkonfliktowy - aczkolwiek to  nie jest w pełni możliwe-  potrzebny jest jednak pewien system wartości. Jestem głęboko przekonany, że Powszechna Deklaracja Praw Człowieka stanowią zręb, wspólną platformę do budowania przyszłego świata. Konieczne będą oczywiście pewne zmiany - gdyż świat jest zróżnicowany cywilizacyjnie i obyczajowo - jednak tą podstawą, na której należy budować są prawa człowieka.


H.W.:
Po pierwsze by nie stosować tortur w stosunku do więźniów politycznych. Ponadto żeby został wydzielony oddzielny status dla więźniów sumienia, by mieli dostęp do opieki prawnej.


Jacek Czaputowicz
był uznany przez Amnesty International za więźnia sumienia od 17 marca do sierpnia 1986. Listy w jego obronie pisały grupy AI: nigeryjska nr 4 i norweska nr 195.


Zbigniew Romaszewski
był uznany przez Amnesty International za więźnia sumienia od marca 1983 do 21 sierpnia 1984. Listy w jego obronie pisały grupy: amerykańska nr 11 i z Wysp Owczych nr 2.


Henryk Wujec
był uznany przez Amnesty International za więźnia sumienia od 7 czerwca do 21 sierpnia 1984. Listy w jego obronie pisały grupy: francuska nr 135, brytyjska nr 94 i szwedzka nr 16.

02:07, maraton-amnesty , Archiwalia
Link Dodaj komentarz »
Byli więźniowie sumienia wspominają - cz. 1

W związku obchodami 25. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, w tegorocznym Maratonie Pisania Listów postanowiliśmy odwołać się do losów byłych polskich więźniów sumienia. Przeprowadziliśmy wywiady z niektórymi z nich, pytając o ich wspomnienia i refleksje. Poniżej prezentujemy fragmenty rozmów z Mirosławem Chojeckim, Henrykiem Wujcem i Zbigniewem Romaszewskim.


Kiedy siedział Pan w więzieniu i za co?

Jacek Czaputowicz: To był rok 1986. W więzieniu zostałem osadzony za działalność w Ruchu Wolność i Pokój.

 

Mirosław Chojecki: Między 1976 a 1980 rokiem siedziałem w kryminale 44 razy. Nie zawsze długo (...) czasami jeden dzień, czasami 48 godzin, czasami także i dłużej.
Przyczyny, dla których mnie zatrzymywano, bywały różne.  Choć tak naprawdę przyczyna była jedna tzn. to, iż zajmowałem się rzeczami, których władze komunistyczne nie lubiły. A tymi rzeczami były: udział w Komitecie Obrony Robotników oraz podziemna, niezależna oficyna wydawnicza, którą prowadziłem.

Zatrzymywano mnie z różnych, często absurdalnych powodów. Na przykład dlatego, że byłem podobny do kogoś, kto ukradł koło, albo że doszły wiarygodne informacje do władz, iż - jako człowiek niezrównoważony psychicznie - zamierzam wsypać truciznę do Wisły tak, aby wytruć miasto stołeczne Warszawa. Byłem także zatrzymany m.in. pod zarzutem kradzieży powielacza, napadu na kiosk ruchu.

Naprawdę nie ma znaczenia pod jakim pretekstem władze nas zatrzymywały, bo  w wielu przypadkach pretekstów w ogóle nie było. Ot, po prostu przychodzili do domu, zabierali ze sobą. A dlaczego? No przecież ta osoba zatrzymywana dokładnie wiedziała dlaczego...

Zbigniew Romaszewski: Byłem aresztowany w końcu sierpnia 1982 roku. Przyczyną było uruchomienie przez nas niezależnego radia „Solidarność", które nadawało na terenie Warszawy audycje informacyjne. Nasz nadajnik pokrywał zasięgiem całą Warszawę, co było ogromnym ciosem dla komunistów. Chodziło o to, że Solidarność nie tylko nie zginęła, ale rozwija się i ma własne radio. Pierwsza audycja to był wielki hit - prosiliśmy słuchaczy, żeby zapalali i gasili światła jeśli nas słyszą. Wtedy okazało się, że cała Warszawa mruga światłami. To bardzo doskwierało władzy. W końcu zostałem 27-28 sierpnia aresztowany i miałem proces o radio Solidarność, w którym dostałem 4,5 roku więzienia. Dodatkowo miałem drugi proces o działalność w KSS KOR, który nie został zakończony. Siedziałem do sierpnia 1984 roku.

Henryk Wujec
: Tak na stałe od 13 grudnia 1981 roku do drugiej połowy sierpnia 1984 oraz od 31 maja do połowy września 1986 roku.. Poza tym wcześniej i później byłem kilkakrotnie zatrzymywany na 48 godzin oraz  na sankcje prokuratorskie które trwały tydzień lub dwa tygodnie i miały miejsce głównie w latach '70.

Te krótkie odsiadki związane były z moim uczestnictwem w ruchu KORowskim. Ponadto SB zatrzymywały wielu działaczy w związku z pierwszą wizytą papieża Jana Pawła II w 1979 roku aby zapobiec zbieraniu materiałów informacyjnych na temat tej wizyty.

W 1981 roku zostałem internowany jako działacz „Solidarności", dostałem sankcję prokuratorską i do 1984 roku siedziałem na Rakowieckiej razem z Adamem Michnikiem, Jackiem Kuroniem, Zbyszkiem Romaszewskim. Przygotowywali nas wtedy do procesu przeciwko członkom KORu. Proces odbył się w 1984 roku ale - w związku z jego skandalicznym przygotowaniem - władza doszła do wniosku, że nie ma sensu go kontynuować i na mocy amnestii w 1984 roku opuściliśmy więzienie.

W 1986 roku zostałem zatrzymany jako aktywny działacz nielegalnej wówczas „Solidarności".

Potem były 48 godzinne zatrzymania i tak do 1989 roku po którym to wszystko się skończyło.

W Pana odczuciu za co tak naprawdę siedział Pan w więzieniu?

 

J.C.: Był to z punktu widzenia społecznego ciężki okres dla Polski, gdyż próba zachowania wierności własnym przekonaniom skutkowała represjami. My broniliśmy osób które szły do więzienia za odmowę złożenia przysięgi wojskowej. Tych, którzy nie chcieli przysięgać wierności sojuszowi z armią radziecką. Byli oni eliminowani z wojska i wsadzani do więzienia. Organizowaliśmy akcje w ich obronie i za to sami zostaliśmy skazani za próby obalenia systemu.

M.Ch.:
  Wydaje mi się, że dlatego, iż starałem się pracować i żyć jak wolny człowiek. Choć kraj wcale nie był wolny. W wydawnictwie,  którym kierowałem, wydawaliśmy mnóstwo książek. To były książki m.in. późniejszych laureatów Nagrody Nobla: Czesława Miłosza, Isaaca Singera,  tomy poetyckie Josepha Brodsky'ego, „Blaszany Bębenek". Wśród pisarzy polskich wydawaliśmy na przykład Konwickiego, Stryjkowskiego, Gombrowicza, Barańczaka.  Ale wszystko to były książki które nie zyskiwały aprobaty władz, bo państwo totalitarne chce kontrolować wszystko, począwszy od Towarzystwa Miłośników Kanarków. Jeśli coś temu państwu wymyka się z pod kontroli to ono (..) musi coś zrobić. Bo jeśli ono wszystkiego nie kontroluje, jeżeli nie ma wiedzy o wszystkim, co się dzieje - to państwo jest niesprawne, jego przywódcy czują, że tak naprawdę nie sprawują tej władzy. Wszyscy, którzy twierdzą, iż państwo totalitarne można naprawić, mylą się. Państwo totalitarne można tylko i wyłącznie przekształcić w państwo demokratyczne. Naprawy żadne się nie udają, bowiem państwo totalitarne bez policji, bez kontroli publikacji , bez kontroli listów nie jest państwem totalitarnym - staje się państwem demokratycznym.

Czy wiedział Pan, że świat interesował się Pana losem? Dostawał Pan jakieś listy?

 

J.C.: Tak, aczkolwiek nie wiedziałem o tym wtedy. W trakcie śledztwa korespondencja była ograniczana, dopiero na koniec odsiadki dostawałem po kilkanaście listów dziennie z całego świata z wyrazami solidarności. To było wielkie zaskoczenie. Później, przy wyjściu z więzienia, musiałem pokwitować odbiór dokumentów. Okazało się wtedy, że skonfiskowano dwieście ileś listów do mnie.  Tak więc listy były wysyłane, ale nie dochodziły do więźniów. Listy te dochodziły do władz, które wiedziały w ten sposób, że  ktoś się nami interesuje.

M.Ch
.: No niestety nie otrzymywałem żadnej poczty, (...) nawet kiedy byłem na wolności. A co dopiero siedząc w więzieniu.. Dopiero kiedy powstał Instytut Pamięci Narodowej i otrzymałem swoje teczki, dowiedziałem się, ile tej poczty było. 

Siedząc w więzieniu nie wiedziałem nic. Jak się siedzi w więzieniu to nawet gazety, które wrzucają pod cele, mają powycinane te teksty, które w jakiś sposób odnoszą się do więźnia. Tak przynajmniej było wówczas. Więc gdy protestowano, organizowano różne akcje - o czym prasa pisała -  ja dostawałem gazety z wyciętymi tekstami. To oznaczało, że coś się jednak dzieje, ale co to  było - nie wiedziałem. Myślę, że w moim konkretnym przypadku służby więzienne popełniły jeden ogromny błąd - w momencie gdy zaczynałem głodówkę protestacyjną, przypadł termin, w którym powinienem wysłać talon na paczkę do domu. Gdy moja żona zauważyła że nie przysłałem talonu, pobiegła natychmiast do aresztu pytając, co się dzieje, dlaczego talonu nie dostała. A tam ktoś zdenerwowany powiedział jej, że nie dostała talonu, bo mąż prowadzi głodówkę! Natychmiast, rzecz jasna, rozgłosiła wszem i wobec, że ja tam w kryminale głodówkę prowadzę i  zaczęło się dziać na świecie. Ja oczywiście o tym nic nie wiedziałem. Dopiero kiedy wyszedłem z więzienia opowiadano mi, co było przedsiębrane w mojej obronie. Różne listy słane do mnie, jak i odpisy listów do władz, praktycznie z całego świata. Z Amnesty International, z Międzynarodowego Pen Clubu, z różnych organizacji skupiających wydawców, pisarzy; od bardzo znakomitych osób, jak wybitny filozof Jean Paul Sartre, jak Ives Montand czy Simone Signoret - takie indywidualne działania docierały do władz. O tym wówczas nie wiedziałem.

Z.R.:
Tak. Z tym, że korespondencja dotarła do mnie mniej więcej po 9 miesiącach od umieszczenia w więzieniu. Wcześniej miałem wstrzymaną całą korespondencję - nic do mnie nie dochodziło i nic nie wychodziło. Po wydaniu wyroku w procesie radia „Solidarność" zacząłem dostawać listy, paczki i przesyłki od bardzo różnych osób - nie pamiętam, czy to była grupa Amnesty International, czy jakaś grupa związkowa, ale na pewno była grupa z Lionu, która przesyłała mi paczki. Wtedy, pierwszy raz w więzieniu na Mokotowie, jadłem francuskie sery. Ponieważ było chłodno działacz  Amnesty International z Wysp Faroerskich - nazywał się Halgird - przesłał mi wspaniały sweter, który zresztą mam do dzisiaj. O tym, że byłem uznany przez Amnesty International za więźnia sumienia dowiedziałem się mniej więcej w 1984 roku. Wtedy moja żona wyszła z więzienia i ona o to dbała, wokół tego chodziła. Moja Żona również była uznana za więźnia sumienia.

H.W.:
Uważam, że zainteresowanie opinii publicznej dla działalności opozycyjnej jest zasadnicze i mieliśmy sygnały o nim już w latach '70. Dziennikarze na Zachodzie pisali o sytuacji w Polsce, o pobiciach, prześladowaniach ze strony władz. Bez tego zainteresowania mogliby nas wsadzić do więzienia już w latach '70. Ponadto Amnesty International wysyłała listy w naszej obronie do władz PRLowskich w momencie, gdy otrzymaliśmy sankcje prokuratorskie. O tym, że byłem więźniem sumienia dowiedziałem się na początku lat '80 podczas odsiadki na Rakowieckiej. Jednak w jaki sposób się nim stałem - nie wiem.

Gdy w stanie wojennym siedzieliśmy już jako działacze „Solidarności", zainteresowanie naszym losem nabrało jeszcze większego rozmiaru. W naszej obronie występowały wówczas różnego rodzaju organizacje z państw demokratycznych, m.in. związki zawodowe we Francji i Szwecji. Ja, jako fizyk, dostawałem listy od czołowych światowych fizyków, którzy pisali do władz w mojej sprawie. Co prawda, były one cenzurowane, ale dla mnie było ważne, że taki list przychodził do więzienia. Inna fajna rzecz to akcja polegająca na tym, że adresy osób, które siedziały, zostały przekazane na zachód do różnych rodzin. Tym sposobem taka rodzina opiekowała się rodziną osoby, która siedziała w polskim więzieniu. Na mój adres  przychodziły paczki żywnościowe od jednej z niemieckich rodzin, która w ten sposób wyrażała swoje poparcie dla moich działań. Ponadto były manifestacje pod ambasadami.

 

Ciąg dalszy TUTAJ

02:06, maraton-amnesty , Archiwalia
Link Dodaj komentarz »